Kocham się w moim przyjacielu z zespołu. Tak, jestem debilem. ~Harry Styles

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 20

                                                        OCZAMI HAZZY:

Mieliśmy na prawdę ogromne szczęście, ze drzwi były zamknięte, bo inaczej zostalibyśmy przyłapani na gorącym (baaaardzo gorącym <3) uczynku przez nigdy niepukającego Louisa.
Chociaż czułem się zmęczony, szczęśliwy, ale zmęczony, to wiedziałem, że muszę wstać.
-Ej, czemu jesteście zamknięci?! Drzwi się zacięły, czy może robicie coś baaardzo nieprzyzwoitego?!! -Krzyczał Lou i desperacyjnie uderzał w drzwi.
-Spokojnie! Nic ciekawego tu się nie działo. Po prostu zrobiliśmy sobie małą drzemkę, nic więcej! -Odkrzyknęła Carol i muskając ostatni raz moje usta, niechętnie wstała i sięgnęła po czyste ubrania.
Nie licząc szeleszczących ubrań, słyszałem także głośny oddech Louisa zza drzwi.
-Louis, daj nam chwile żebyśmy mogli się ogarnąć, a nie sterczysz pod tymi drzwiami i podsłuchujesz jak pięciolatek! Okay?! -Zawołałem wkurzony na przyjaciela.
Czasem na prawdę miałem ochotę trzepnąć go czymś prosto w głowę, ale jakoś tego jeszcze nigdy nie zrobiłem, nie licząc śnieżek i owoców. On potrafi być bardzo denerwujący, ale gdyby nie on:
1) Nie przeżyłbym teraz najlepszego orgazmu z osobą, którą kocham i możliwe, że bym jej nigdy nie poznał.
2) On nie zakochałby się.
3) Nie byłby przyszłym ojcem.
Więc tak na prawdę, wszystko co teraz jest i co się stało, zawdzięczam jemu. Bez niego, nie byłbym teraz szczęśliwy.
Rozciągnąłem się ostatni raz na łóżku i poszedłem w ślady Carol. Wyjąłem szybko nowa parę bielizny, jakieś spodnie i biała koszulkę, a następnie poprawiłem łóżko i zapiąłem stanik swojej dziewczynie. To wszystko zrobiłem tak szybko, że już 3 minuty później byłem w łazience i myłem twarz z potu. Wychodząc z niej, złapałem Carol za rękę i razem uśmiechając się zeszliśmy na dół.
-To gdzie nasz poszukiwany? -Zapytałem rozradowany patrząc, jak reszta zbiera w popłochu potrzebne rzeczy.
-Liam powiedział, że Pina powiedziała, że Zayn powiedział, że lubi przesiadywać wieczorem przy fontannie, bo tam ma spokój, który lubi. -Odpowiedział pospiesznie Tommo, biorąc do ręki jakąś małą mapę i klucze do samochodu.
-Nie za dużo tego "powiedział" ? -Zastanawiałem się na głos.
-Nie czepiaj się, tylko ruszaj dupe i jedziemy!
-Ale gdzie? I co to za mapa? -Wskazałem na cienką książeczkę, która trzymał w dłoni.
-Mapa wszystkich najbliższych fontann. Podzieliłem je na nas wszystkich i każdy ma kilka do odwiedzenia. Liam też już pojechał do jakiejś. Ty bierz samochód i jedź. Masz do sprawdzenia te. -Wskazał na jakieś 4 fontanny znajdujące się w środku miasta.
-Dobra, to my z Carol jedziemy. -Zakomunikowałem łapiąc pęk kluczy i razem ze swoją dziewczyną, pobiegłem przed dom do samochodu.

                                                              OCZAMI LOUISA:

-Niall! Ty pojedziesz z Gabi sprawdzić tę koło naszej piekarni, niedaleko Tesco i tę obok fryzjera Liama. -Zawołałem, a blondynek tylko pokiwał głowa i wybiegł z Gabrysią do swojego nowego samochodu. -Zostało jeszcze te 6........ KURDE! -Podniosłem lekko głos. -Natala, ty przecież nie masz samochodu, a we trójkę się nie wyrobimy! On tam spędza TYLKO wieczory, więc trzeba się pośpieszyć!
-Pokaż mi gdzie mam jechać, albo najlepiej daj mi te mapę, a ja wezmę taksówkę i sobie poradzę! -Stwierdziła wyrywając mi mapę z ręki i zamykając drzwi, dodała. -Powodzenia. -I wyszła.
Nie miałem pojęcia jak ona chciała to zrobić, bo przecież nie jest z Anglii i nie zna miasta, ale chciała pomóc, więc nie mogłem jej tego zabronić.
-To my jedziemy razem, tak? -Przerwała moje rozmyślania Pati i złapała mnie czule za rękę. -Lepiej już chodźmy. Mamy 4 miejsca do odwiedzenia. -Uśmiechnęła się i razem wyszliśmy z domu.

                                                             OCZAMI LIAMA:

Jechałem najszybciej jak tylko potrafiłem, oczywiście biorąc pod uwagę znaki i światła. Wiem, że zachowałem się bardzo niekulturalnie, tak po prostu zostawiając ją tam, bez najmniejszego wyjaśnienia.
Ale przecież nie miałem wyboru.........

                                                            OCZAMI HORANKA:

Zapiąłem pasy i ostrożnie wyjechałem na ulicę. Dopiero od niedawna miałem prawo jazdy i nie chciałem go szybko stracić.
Skręciłem w lewo i dalej jechałem już tylko prosto.
-Zapamiętałeś wszystkie miejsca, które wymienił Louis?  -Odezwał się słodki, dziewczęcy głos obok mnie.
-Nie, nie do końca. Pamiętam tylko te związane z jedzeniem. Koło piekarni i koło Tesco, ale trzecie zapomniałem........
-Fryzjer Niall, fryzjer. -Zaśmiała się słodko i również zapięła pasy.
-Co? Coś nie tak z moją fryzurą? -Zapytałem zdziwiony i przejrzałem się w lusterku przeczesując palcami włosy.
-Nie, z fryzurą jest okay.... Nawet, bardzo okay....... -Zawstydziła się i przez chwilę milczała. -Chodziło mi o to, że trzecie miejsce jest koło fryzjera!

                                                          OCZAMI NATALII:

Boże! to była jakaś totalna masakra! Nic nigdzie nie mogłam znaleźć i wszystko mi się pomieszało. Mogłam wcześniej o tym pomyśleć, bo przecież nie znałam Londynu i mogłam nie rwać się do samotnego poszukiwania człowieka, którego nawet nie znam! Widziałam go tylko na kilku zdjęciach i na plakatach mojej siostry, Carol, więc umiałam go na szczęście rozpoznać.
Spojrzała jeszcze raz na skomplikowaną mapę, aż w końcu zrozumiałam, że trzymałam ją do góry nogami. popatrzyłam przed siebie i zauważyłam duży znak "postój taksówek".
Pobiegłam jak sierota z pogiętą mapą, do najbliżej stojącej taksówki i poprosiłam kierowce o zawiezienie mnie na wskazane na mapie miejsce.

                                                           OCZAMI ZAYN'A:

Wziąłem głęboki wdech i usiadłem powoli na moim stałym miejscu. Było ono wprost idealne na relaks i odpoczynek.
Słońce jeszcze świeciło, ale zaczynał już wiać miły, chłodny wiaterek, który zazwyczaj wiał o tej porze.
Bardzo podobało mi się siadanie tu, nie było takiego hałasu i tak dużo osób tędy nie przechodziło.
Wziąłem łyk śmietankowego shake i położyłem go sobie na kolanach, chłodzący przy tym rozgrzane nogi.
Ostatnie dni były inne i bardzo różniły się od wcześniejszych. Nie miałem prób, koncertów, wywiadów ani fanów. Cały dzień praktycznie spędzałem u piny (co chwile uprawiając z nią seks).
Budziłem się późno, jadłem jakieś małe śniadanie i piłem kawę, potem oglądałem trochę TV, gadałem z Aśką, później jakiś szybki numerek, wypad na miasto, kolejny numerek, tym razem wolniejszy i na końcu jakaś pijacka impreza z kilkoma szybkimi numerkami.
Ale zawsze, zanim wracałem z miasta za numerek, jakiś czas poświęcałem na siedzenie tutaj.
Odprężałem się i zapominałem o całym świecie, chociaż wiedziałem, że taka sielanka nie może długo potrwać.
"Przecież jestem w zespole i ten zespół, kiedyś mnie będzie potrzebował."
Myślałem tak za każdym razem, gdy tutaj siedziałem.

                                                            OCZAMI CAROL:

-I co Harry? Nie ma go tu?!
-Niestety nie. Jedźmy zobaczyć kolejną. -Odparł kierując się w moją stronę ze zwieszoną głową.
Pocałował mnie delikatnie w czoło i mocno przytulając, szepnął na ucho. -Znajdziemy go. Może nie dosłownie "my", ale ktoś go w końcu znajdzie, zobaczysz. -Uśmiechnął się troskliwie i lekko poczochrał mi włosy. -Jedziemy dalej potworze :)

                                                            OCZAMI NIALLA:

-Nie ma........ To teraz do Tesco??!! -Zapytałem z nadzieją w głosie.
-Nie do Tesco, tylko koło Tesco! -Zaśmiała się zapinając ponownie pasy.
-Ale wiesz...... Może, jeżeli go tam nie będzie, to zrobilibyśmy sobie małą przerwę i wstąpilibyśmy po jakieś żelki i colę? -Zapytałem wyszczerzając zęby.
-Hmm...... Normalnie powiedziałabym "nie", ale uwielbiam żelki i nie potrafię im się oprzeć, więc zgoda. -Zaśmiała się i poprawiła lekko sterczący kosmyk włosów.
-Moja krew! PIONA! -Zawołałem i przybiłem jej piątkę.

                                                            OCZAMI NATALII:

-Proszę chwilkę poczekać. Tylko coś sprawdzę! -Nakazałam kierowcy i odeszłam kilka kroków od samochodu, w stronę ogromnej fontanny.
Wtedy zobaczyłam jego, a moje serce zaczęło bić szyb

ciej. -Znalazłam go. -Powiedziałam sama do siebie i wróciłam do samochodu. -Bardzo panu dziękuję. Proszę. -Wręczyłam kierowcy pieniądze, a on szybko odjechał z uśmiechem na twarzy. Nie wiem, czy powiedziałam coś nie tak, czy może po prostu zapłaciłam mu więcej niż się należało, ale wtedy mało mnie to obchodziło.
Wzięłam głęboki wdech i postanowiłam napisać do Carol -bo tylko jej numer miałam- żeby przekazała reszcie, że zguba znaleziona i nie muszą już szukać.
Napisałam: "Znalazłam go.Przekaż reszcie, że może wracać do domu. Ja z nim wrócę." I wysłałam.
Dopiero wtedy zorientowałam się, że go nie znam i jednak ktoś musi tu przyjechać i go zgarnąć, ale akurat w tamtym momencie, mój telefon się wyłączył, bo jak zwykle zapomniałam go porządnie naładować. -Oh, nie! Bateria padła! -Wkurzyłam się sama na siebie mówiąc to na głos, ale pocieszał mnie fakt, że przynajmniej sms'a zdążyłam wysłać.
Popatrzyła w stronę siedzącego niedaleko chłopaka i wzięłam ponownie głęboki wdech.
"Będę musiała poradzić sobie sama......." Pomyślałam i żwawym krokiem, ruszyłam w jego stronę.

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 19 (+18!)

Przed rozdziałem, chciałbym tylko powiedzieć, że będzie on DEFINITYWNIE +18 dlatego jeżeli nie lubisz czytać takich rzeczy, to po prostu pomiń ten rozdział <3 Od razu mówię, że jest to mój pierwszy pornol, więc musicie mi wybaczyć, moje durne teksty i źle skonstruowane zdania xd Dlatego tez proszę was, abyście zaraz po przeczytaniu, napisali co o tym sądzicie i czy ma być takich więcej, czy może mam już się nigdy za takie coś nie zabierać :D

Miłego czytania :*

                                                        OCZAMI LIASIA

Jej język bez jakiegokolwiek zaproszenia, natychmiast wtargnął do mojej buzi i rozpoczął wędrówkę po podniebieniu. Czułem się bardzo niekomfortowo, gdyż mówiąc szczerze, jeszcze nigdy nie znalazłem się z dziewczyną w podobnej sytuacji. Przez chwile siedziałem nieruchomo, bo miałem wątpliwości co do tego, co powinienem zrobić. W końcu przypomniałem sobie, że przecież raz się żyje i całym sobą, zaangażowałem się w ten pocałunek.

                                                        OCZAMI HARREH"A

Byłem zły, że przez Zayn'a mieliśmy tyle problemów, ale jakby na to nie patrzeć, to ja byłem wszystkiemu winny. To ja wszystkim wmawiałem, że kocham Sam, a Carol nic dla mnie nie znaczy, a potem kiedy ona i Zayn wydawali się być szczęśliwi, chciałem ją mu odebrać.
Zawiodłem go, wiem o tym. On mnie kochał jak brata, a ja mu odebrałem dziewczynę.
Pewnie mnie teraz nienawidzi.....
I słusznie, w końcu to ja wszystko zepsułem. Można powiedzieć, że wtedy było dobrze, ale jak dla mnie, teraz jest lepiej.
W końcu uczucie nie pojawia się z dnia na dzień i z dnia na dzień nie znika. Prawdziwa, odwzajemniona miłość, jest niezwykła. Kochać kogoś, kto ciebie też kocha, to najlepsze uczucie na świecie.
Pewnie go jeszcze nie doznaliście, ale gdy je doznacie, od razu będziecie wiedzieć, że to jest to. I nie bójcie się tego, bo to na prawdę coś wspaniałego.
Wiem, że uznacie mnie za samoluba, ale ja na prawdę kocham Caroline i nie żałuje tego, że powiedziałem jej w końcu prawdę. Z nim nie byłaby tak szczęśliwa, jak jest ze mną, bo wiem, że mnie kocha.
Widzę to po jej oczach.
Każdego dnia gdy się budzę, myślę o poprzednim dniu i o tym co się w nim wydarzyło.
Pamiętam dokładnie dzień po tym, jak ją spotkałem i przywiozłem z mokrego mostu do domu mojego i Lou.
Pamiętam, jak cały ranek o niej myślałem i nie potrafiłem przestać.
Oczarowała mnie.
Sprawiła, że gdy tylko się pojawiała, moje serce zaczynało bić szybciej, a na policzkach pojawiały się dwa, słodkie dołeczki.
Pamiętam też, jak jeszcze pierwszego dnia zobaczyła mnie całkiem nagiego. Wtedy pierwszy raz w życiu poczułem zawstydzenie i niezadowolenie ze swojego ciała. Wcześniej nigdy czegoś takiego nie miałem, nie wstydziłem się siebie. A do tego wszystkiego, doprowadziła właśnie ona.
Ciekawe co sobie wtedy pomyślała o mnie i o moim ciele, które nie było doskonałe.
To takie dziwne, ale jeżeli sobie tak pomyślę, to wcześniej wstydziłem się przed nią stać nagi, a teraz wiem, że nagość przed nią, nie przeszkadzałaby mi, a nawet sprawiała przyjemność.
Miałem ochotę poczuć jej rozpalone, nagie ciało pod moimi palcami i zobaczyć ją całą spoconą, krzycząca moje imię. Chciałem pocałować, każdy fragment jej ciała i sprawdzić jakie jest gorące i delikatne.
Po prostu moje drugie "ja", pragnęło seksu z osoba, którą kochałem nad życie, a ja, chciałem zaspokoić jego potrzebę.
Spojrzałem na nią. Siedziała wtulona we mnie i prowadziła zawziętą dyskusję z Louisem na temat plantacji marchewek.
Wyobraziłem sobie, jaka mogę sprawić jej przyjemność, a moje bokserki natychmiast się napięły.
Przestraszyłem się, że może to ktoś zauważyć, dlatego szybko poprawiłem się na kanapie i zasłoniłem, lekko wystającą część ciała. Popatrzyłem na wszystkich po kolei, żeby sprawdzić czy nikt nic nie widział. Na szczęście wszyscy byli tak zajęci rozmową, że nikt nie zwrócił uwagi na moje krocze, które coraz bardziej było widoczne, mimo zasłaniających je rąk. Sięgnąłem po leżącą obok bluzę Liama i zakryłem nią sobie nogi. Wtedy zostałem obrzucony zdziwionym spojrzeniem, bo przecież na dworze było 25C, a ja się przykrywałem jakby było co najmniej na minusie.
-Zimno mi w nogi. -Wytłumaczyłem się szybko i przytuliłem do siebie bardziej Carol.
Myślałem, że zaraz eksploduje, gdy jej gładkie palce, delikatnie przejechały po moim sterczącym problemie. Wtedy nie było już mowy o tym, żebym się szybko uspokoił. Powinienem był zabrać jej ręce spod bluzy, ale tak bardzo pragnąłem jej dotyku na moim.....penisie, że w końcu nie ruszyłem się nawet o milimetr mając nadzieję, że znowu niechcący dotknie go ręką. Po chwili jej dłoń znowu przejechała po wypukłości moich spodni, ale tym razem została na niej. Zaczęła dotykać ją jeszcze bardziej, a ja zagryzłem wargę, żeby nie krzyknąć z przyjemności. Wtedy spojrzała na mnie ze zdziwionym wyrazem twarzy, a ja nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Byłem jak sparaliżowany. Chciałem jej zaproponować, żebyśmy na chwilę odeszli gdzieś i żebym mógł jej wszystko wyjaśnić, ale zwyczajnie nie byłem w stanie. Na szczęście ona od razu domyśliła się o co mi chodzi i złapała mnie za rękę, powiedziała, że musimy poważnie porozmawiać i zasłaniając całą sobą, to co było widoczne najbardziej, wyprowadziła z salonu. Szedłem za nią powoli, jakby chciało mi się siku, a kiedy weszliśmy do naszego pokoju, dokładnie zamknąłem drzwi na klucz i usiadłem na łóżku, zasłaniając swój problem.
-Harry...? Co się stało...?Czy on ci właśnie......
-Przepraszam, ale to przez ciebie..... -Przerwałem jej.
-Ale.... Jak to przeze mnie...? Przeze mnie musiałeś się... zasłaniać? -Zapytała siadając obok mnie i odsłoniła powoli mojego "przyjaciela"
Zbliżyłem się do jej szyi i szepnąłem na ucho.
-Carol, bo ja cie...... -Przerwałem na chwile, bo nie wiedziałem jak to ująć. -Pragnę......-Dokończyłem i zacząłem całować jaj szyje, a następnie na chwile przerwałem i spojrzałem na stojącą Hazzacondę. -Ona tez cię cholernie pragnie.... -Ponownie zacząłem ja całować, jeżdżąc rękami po jej nagich ramionach. -Powiedz, że to nie jest za wcześnie, bo ja tego nie zniosę....
-Na prawdę tego chcesz? -Zapytała niepewnie i przerywając całowanie, spojrzała mi prosto w oczy.
-Popatrz na nią i już masz odpowiedź. -Wskazałem ruchem głowy na mojego penisa, którego dokładnie było widać, przez materiał spodni. -Pytanie brzmi, czy ty się zgadzasz? Czy też tego chcesz...? -Odparłem i objąłem ją  w tali.
-Jeżeli ty tego chcesz, to ja też........-Uśmiechnęła się i zaczęła mnie całować, przewracając nas przy tym na łóżku. Leżałem na plecach, a ona na mnie.
Kiedy otarła się brzuchem o mojego penisa, myślałem, że zwariuję. To JA chciałem dowodzić i sprawić przyjemność JEJ, a nie odwrotnie, dlatego objąłem ją w pasie i przewróciłem na plecy. Teraz ja byłem na niej i objąłem pełną kontrole nad tym, co robiliśmy. Zacząłem całować jej szyję, a rękami głaskać jej ramiona. Mój penis cholernie potrzebował jej dotyku, dlatego zacząłem jeździć nim po jej podbrzuszu, w górę i w dół. Byłem tak bardzo podniecony, że zupełnie zapomniałem o Zayn'ie i całym bożym świecie. Liczyliśmy się tylko my i tak chwila. Kiedy sobie sobie wyobraziłem co zaraz się stanie, moje spodnie wraz z bokserkami, napięły się do granic możliwości przez co zaczęły mi tez sprawiać ogromny ból. Chciałem jak najszybciej się ich pozbyć, ale wiedziałem, że sam sobie ich nie zdejmę. Musiała to zrobić ona, dlatego chcąc przyspieszyć tą chwilę, zjechałem rękami w dół jej koszulki i szybkim ruchem zdjąłem ja z niej. Ujrzałem wtedy jej śliczny, umięśniony brzuch oraz duże piersi uwięzione w zbędnym staniku. Zbliżyłem swoje usta do jej uch i delikatnie przygryzając jego płatek, zacząłem zsuwać z niej spodnie. Nie minęły 3 sekundy, a i one zostały rzucone gdzieś, nie wiadomo gdzie, a ona leżała pode mną w koronkowej bieliźnie.
Zjechałem ustami na jej dekolt, a następnie na jej gorący brzuch, którego całowałem każdy fragment, a rekami zacząłem pieścić jej piersi. Ona głaskała przez jakiś czas palcami moje plecy, a następnie szybko zdjęła ze mnie koszulkę, która bardzo mi przeszkadzała. Jeździła rekami po moim rozgrzanym torsie, po czym zjechała palcami na mojego penisa, który płaczliwie domagał się jej dotyku.
Zaczęła majstrować przy moim pasku od spodni, a chwile później, leżałem nad nią w samych, opinających mnie bokserkach.
Byłem już tak zdesperowany, że chcąc nabrać szybszego tępa, bezceremonialnie rozpiąłem jej stanik i rzucając go w najdalszy kąt pokoju, polizałem jej śliczne piersi. Kiedy z jej ust usłyszałem jęk rozkoszy, jeszcze bardziej pobudziłem się do działania, a mój penis zrobił się jeszcze twardszy i bardziej podniecony niż wcześniej.
Jeździłem językiem w okół jej sutków, co chwile je przygryzając, a rekami dotykałem ją po niższej partii ciała. Carol złapała mojego penisa przez materiał bokserek i ściskając go, przejeżdżała kciukiem po główce.
Jęknąłem głośno i nie przerywając czynności ustami, złapałem rekami jej majtki i zdjąłem je z niej, a następnie zjechałem ustami na jej podbrzusze i zacząłem je całować i lizać na przemian.
Nie mogłem uwierzyć, że miałem ją przed sobą goła i gotową na wszystko.
Tyle razy wyobrażałem sobie ten moment, a teraz w końcu, stał się on rzeczywistością.
-Har.....ooohhhh! Ha......Harry.... -Usłyszałem  jej ciche pojękiwanie, które z każdą chwilą stawało się coraz głośniejsze.
Ostatni raz pocałowałem jej podbrzusze i zacząłem iść pocałunkami coraz wyżej. Najpierw pępek, brzuch, piersi i szyja, aż w końcu dotarłem do jej słodkich ust, które nie przestawały jęczeć mojego imienia. Nasz pocałunek z każdą chwilą, stawał się bardziej odważny i głębszy.
Kiedy zniżyłem swoje biodra i zacząłem ocierać nabrzmiałym penisem o jej "wejście", zdałem sobie sprawę, że tak na prawdę nie wiele brakuje do tego, żebym doszedł. Jeździłem nim w górę i w dół, przyciskając mocniej w miejscu, przez które chciałem w nią wejść.
Przeżywałem rozkosz i ból jednocześnie, gdyż bokserki były teraz tak zbędne, jak zimowa kurtka w letni dzień. Zaczynałem się obawiać, że już na zawsze będę musiał je mieć, ale ku mojemu zdziwieniu, właśnie w tamtej chwili zostałem brutalnie rzucony na łóżko, przez co przez moment nie wiedziałem co się dzieje.
Carol natychmiast usiadła na mnie okrakiem i ocierając się o mojego "przyjaciela" zaczęła mnie całować.
Najpierw całowała usta, uszy, szyję, a potem powoli, idąc przez klatkę piersiową, dotarła do podbrzusza. Złapała zębami za gumkę od moich bokserek, a ja nie mogłem powstrzymać się przed nie wypowiedzeniem przeciągle jej imienia.
Następnie zaczęła spokojnie zsuwać ze mnie coś, co już dawno chciałem, by było zdjęte. Nie poczułem ani trochę zawstydzenia, mimo tego, że leżałem teraz pod nią ze sterczącym penisem, który tylko czekał, na jakiekolwiek pieszczoty z jej strony. Przez chwilę znieruchomiała, dlatego chcąc sprawdzić co się stało, spojrzałem powoli w dół. Siedziała rozkraczona na moich udach i uważnie przyglądała się mojemu penisowi.
Wtedy lekko się przestraszyłem, że coś jest nie tak, ale ona szybko rozwiała te obawy, bo złapała go w rękę i zaczęła powoli jeździć w górę i w dół. Zjechała trochę niżej i nie przerywając obciągania, zaczęła całować wewnętrzną stronę moich ud.
Zamknąłem oczy i zagryzając wargę, zacisnąłem ręce na kołdrze. Czułem się jak w niebie.
Jej smukłe palce pieściły mojego członka, a kciuk robił okręgi na główce. Myślałem, że zaraz odpłynę. Wypuściłem głośno powietrze i ledwo powstrzymałem się przed donośnym jękiem.
-Boże! Ughhhh....... O tak! Oaahh........ Jak dobrze......
-Jesteś taki duży Harry...... I twardy....... mhm...... -Zaśmiała się lekko i zaczęła głaskać mnie po biodrach. Zniżyła głowę na wysokość mojego pępka i zaczęła go całować, piersiami ocierając się o mojego członka.
-Tylko dla ciebie kocie..... Ugh! On jest tylko twój........ aaahhhhh...... -Wydukałem zaciskając zęby.
Poczułem, jak Carol wspina się do góry, jak najdokładniej omijając mojego stojącego penisa i lekko zbliża swoje usta w stronę moich. Złapałem ją rękami w tali i jeździłem po niej, a następnie objąłem jej piersi i zacząłem je pieścić.
Przerwałem na chwilę pocałunek i spojrzałem jej w oczy. Były niebieskie i przepełnione pożądaniem.
Gdy w nie patrzyłem, poczułem że to jest ta chwila, więc pocałowałem jej wargi ostatni raz i i mocniej łapiąc ją w pasie, przewróciłem na plecy. Pewny siebie zszedłem z łóżka i nie zwracając uwagi na swoją nagość, podszedłem do szuflady przy biurku i wyjąłem pierwszą lepszą gumkę. Odwróciłem się ze zdobyczą w jej stronę i zacząłem iść, zmierzając do swojej bogini. Leżała na łóżku, obserwując każdy mój ruch.
Wyglądała jak czysta definicja seksu.
-Daj to...! -Rozkazała wyciągając rękę w moją stronę.
Popatrzyłem ze zdziwieniem na swoją dłoń wraz z gumką i bez zastanowienia rzuciłem ją w jej stronę.
Usiadła na łóżku i zaczęła zmysłowo otwierać zębami prezerwatywę. Usiadłem koło niej i z zaciekawieniem przyglądałem się jej zamiarom. Carol umieściła gumkę na swoich wargach, a rękami rozszerzyła moje nogi i zbliżyła usta w stronę mojego członka. Obserwowałem dokładnie każdy jej ruch, a mój penis zrobił się jeszcze twardszy, gdy tylko zobaczyłem, jak znika w jej ustach.
-Oooohhh, dobry boże! Ahhh.... -Zawyłem, gdy tylko poczułem jej giętki język na moim członku.
Niestety Carol szybko wyjęła go z buzi i naciągnęła rekami dokładnie, gumkę na moim członku. Uśmiechnęła się do mnie szyderczo i namiętnie mnie pocałowała. Nie mogłem uwierzyć, że to jej pierwszy raz, bo wydawała się dobrze wiedzieć co i jak zrobić, by sprawić jak największą przyjemność. Usiadłem wygodniej, nie przestawając całowania jej i przewróciłem ją do tyłu, tak aby to ona leżała pode mną, gdy będę sprawiał jej przyjemność. Chciałem żeby zrobiła mi dobrze ustami, ale przecież nie mogłem jej do niczego zmusić. Dlatego udałem, że nie zabolało mnie, tak szybkie zabranie ust z mojego penisa i postanowiłem iść dalej.
Zawisłem swoim członkiem idealnie nad jej "wejściem" i przez chwile wahałem się, czy powinienem to zrobić.
-Jesteś pewna...? -Zapytałem. -Jak już wejdę, nie będzie odwrotu.
-Ohh Harry, pieprz mnie!!! -Podniosła lekko zdesperowany głos i poruszyła się na łóżku. Jej słowa dały mi do zrozumienia, że na prawdę tego chce i bez zastanowienia wszedłem w nią do połowy.
-Aaagghhh!!! -Krzyknęła, a ja znieruchomiałem.
-Mam przestać?! -Zapytałem niepewnie.
-Nieee.... Błagam, nie przestawaj! -Uśmiechnąłem się i wszedłem jeszcze głębiej, a ona jęczała pode mną z rozkoszy. Zacząłem lekko poruszać biodrami w górę i w dół, czując przy tym jak bardzo mi dobrze. Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego.
-Szybciej Harreh! Szybciej! Aaaauuuuu! O tak! -Krzyczała, a ja nie wahając się ani przez chwilę, zacząłem ruszać się jeszcze szybciej. -Miałeś mnie.... ugh..... Pieprzyć! Ooohhhh! Nie pamiętasz?! -Wrzasnęła, a jej słowa jeszcze bardziej mnie nakręciły i poruszałem się w niej najszybciej jak tylko potrafiłem.
-Podoba się?! -Zapytałem, wchodząc w nią cała swoją długością.
-Ooooooogh! O tak! Jeszcze raz..... Harry!!! Ohh Harry! Boże.... jak dobrze......Ahhh! -Krzyknęła, a ja jeszcze raz wbiłem się w nią najgłębiej jak tylko mogłem.
Wchodziłem i wychodziłem z niej coraz szybciej, a nasze krzyki i jęki, stawały się z każda chwilą coraz głośniejsze. Złapałem rękami jej podniecające piersi i robiłem kółka na twardych sutkach. Byłem już bardzo zmęczony i spocony, ale nie przestawałem pieprzenia jej.
Po chwili jęków poczułem ciepło kumulujące się w moim podbrzuszu i wiedziałem, że niewiele brakuje do wielkiego finału.
-Harry! Aaaah! Haaaarry!!!
-Zaraz...... Ugh... Zaraz dojdę!!! -Wrzasnąłem i wbiłem się w nią z całej siły, ostatni, ale najostrzejszy i najgłębszy raz i doszedłem wprost do niej. Po jej ogromnym krzyku, domyśliłem się, że ona tez w tym samym momencie doszła.
Byłem tak bardzo zmęczony i spocony, że nie miałem nawet siły z niej wyjść, dlatego po prostu padłem na nią i namiętnie ją pocałowałem.
-Jesteś boska.... -Szepnąłem do jej ucha i wychodząc z niej, położyłem się obok.
Carol położyła głowę na mojej mokrej od kleistego potu klatce piersiowej i przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją dumnie ramieniem.
-Jednak umiesz pieprzyć.... -Westchnęła nie mogąc uspokoić oddechu.
-Kogoś takiego jak ty, mogę pieprzyć codziennie.... -Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w mokre czoło.
Wytarłem ręką twarz, odgarniając przy tym loczki, które niesfornie opadły mi na oczy.
Leżeliśmy tak chwilę i odpoczywaliśmy po ostrym ruchaniu, kiedy nagle ktoś mocno zapukał w NA SZCZĘŚCIE zamknięte drzwi i krzyknął.
-Liam dzwonił!!!!! Wiemy gdzie jest Zayn!!!!!

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 18

Stałem nerwowo i głupio się uśmiechając, miałem nadzieję, że to ona pierwsza się odezwie. Po chwili w końcu się to stało.
- Ty do Pauli, tak? -Zapytała zniesmaczona, chociaż sam nie wiem dlaczego, a kiedy zobaczyła, że nie za bardzo wiem o czym mówi, dodała. -Do Piny przyszedłeś?
-Yyyy, tak. Tak, do Piny. -Odpowiedziałem po chwili dłuższego namysłu, gdy jej słowa już do mnie dotarły.
-Wejdź, ona się przygotowuje. -Oznajmiła i otworzyła mi szerzej drzwi. Bez zastanowienia wykonałem polecenie nieznajomej dziewczyny i poszedłem za nią do jakiegoś większego pokoju. Stanąłem cicho koło stołu i milczałem. Brunetka wydawała się nie przejmować moim towarzystwem, bo poszła spokojnie do kuchni i zaczęła nalewać sobie pomarańczowy sok.
Rozglądnąłem się wokół siebie po całym pomieszczeniu. Był to dość mały pokój, połączony z kuchnią i wyjściem na balkon. Urządzony był staromodnie, bez żadnych technicznych nowostek, co trochę mnie zdziwiło, ale postanowiłem w to nie wnikać. W końcu mogła lubić taki styl.
Po chwili do pokoju, ponownie weszła brunetka z dwiema szklankami soku i usiadła sobie wygodnie.
-Usiądź, to może trochę potrwać. -Stwierdziła i poklepała miejsce obok siebie, dając mi przy tym znak, żeby koło niej usiadł i podała mi szklankę z sokiem. Wziąłem ją do ręki i siadając, wypiłem z niej łyka świeżego soku.
-Dziękuje. -Odezwałem się w końcu i bezsensownie podrapałem się w głowę. Bardzo chciałem jakoś zacząć z nią rozmowę, ale totalnie nie miałem pomysłu jak to zrobić. Aż w końcu mnie olśniło i wydukałem. -Ty jesteś koleżanką Piny? -Tak, wiem. Głupie pytanie, ale na prawdę nie byłem wtedy w stanie, wymyślić niczego lepszego.
-Nie, jestem jej młodszą siostrą. A ty pewnie jesteś kolejną osoba, która nie wie na co ma wydawać pieniądze. Zgadłam?
-Yyyy, to nie tak......... -Próbowałem się jakoś wytłumaczyć, bo wiem, co sobie wtedy o mnie pomyślała.
Same najgorsze rzeczy. Niestety nie udało mi się to, bo w tamtym momencie, do pokoju weszła Pina.
Wyglądała dokładnie tak, jak ją sobie wyobrażałem.
Tony makijażu, krótka spódniczka, długie szpilki i sztuczne piersi.
Jak dla mnie, była okropna. Nie wiem dlaczego miała takie branie.
-Możemy iść. -Zakomunikowała wyjmując paczkę miętowych gum do żucia i wkładając sobie jedną do buzi.
W tamtym momencie, mój plan z rozmową w domu, wyparował z prędkością światła.
-Aśka, my wychodzimy. Poradzisz sobie?
-Taaaak.
-No to chodź.......yyyyy.....
-Liam. -Przypomniałem się.
-Właśnie, Liam. Możemy iść. -Dodała i łapiąc mnie za rękę, wyprowadziła mnie z pokoju.
-Miło było cię poznać Asiu! -Zawołałem w drzwiach i zdołałem jeszcze tylko zobaczyć zdziwiony wyraz twarzy Asi i drzwi za mną się zamknęły.

                                                              OCZAMI CAROL:

Było mi strasznie żal Liama.
Znam go i wiem, że zgoda na to wszystko, było czymś trudnym. Ale jednak on to zrobił, żeby ratować Zayn'a.....
Czasem ich za to wszystko podziwiam. Oni są na prawdę w stanie zrobić dla siebie wszystko!
Mogą na sobie polegać, ufać........ Są prawdziwymi przyjaciółmi, którzy kochają sie bezgranicznie i mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni. Że na ich drodze, nigdy nie stanie coś, co będzie w stanie ich poróżnić. Razem mogą zrobić prawie wszystko, jeżeli tylko tego będą bardzo chcieli.
Ja nie jestem jedynie ich przyjaciółką, dziewczyną Harry'ego czy ciocią nienarodzonego dziecka Louisa.
Jestem także ich wielką fanką, którą pozostanę na zawsze, która ich podziwia za to co osiągnęli, i która ma ich za chodzące ideały, chociaż wiadomo, że nimi nie są.
Bo przecież w końcu nikt nie jest idealny, oni też.
Na przykład Niall......
Bardzo często puszcza bąki przez sen, ciągle jest głodny i ma okropną wysypkę na plecach, która nie chce mu zniknąć.
Zayn.......
Ma świra na punkcie swojego wyglądu, dlatego lubi czasem pokombinować z moimi kosmetykami, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że jest 100% mężczyzną.
Liam.......
Pomimo tego, że jest najbardziej rozsądny, to panicznie boi się łyżek, a wolne wieczory lubi spędzać na oglądaniu bajek Disney'a lub zabawie w Power Rangers.
Louis.......
To największe dzieciuch w zespole, który do dzisiaj śpi z pluszowym misiem i nigdy nie sprząta po sobie ze stołu.
I wreszcie Harry.......
Uwielbia biegać po domu w samych bokserkach , (lub nawet bez nich) często gada przez sen, a zanim pójdzie spać musi wypić herbatę. I to nie zwykłą herbatę! Tylko taką, którą zrobi Louis, ja lub Anne. (Innej nie ruszy)
Ale mimo tych wszystkich wad i tak cholernie się cieszę, że ich poznałam. Że mogę siedzieć sobie teraz razem z nimi na kanapie i przytulając się do Harry'ego, śmiać się z nimi i wygłupiać.
I siedząc tak, myślałam sobie nad biednym Payne'm.......
Gdybym tylko mogła, zastąpiłabym go, ale niestety to chyba raczej nie było możliwe.
Po jakimś czasie moje długie rozmyślania, przerwał dzwoniący telefon Loczka. Natychmiast go odebrał, a po chwili rozmowy, zamiast odłożyć urządzenie, zaczął coś klikać.
-Kto to był? -Zapytał Louis poprawiając się na fotelu.
-Paul. Powiedział, że mamy czas do jutra 8:00 rano. Wtedy mamy wyjazd i Zayn musi być z nami. -Wyjaśnił Harreh i ponownie przyłożył słuchawkę do ucha.
-Do kogo dzwonisz? Przecież wiesz, że Zayn nie odbierze.
-Nie dzwonie do Malika, tylko do Liama. Może już się czegoś dowiedział.

                                                                   OCZAMI HAZZY:

Sygnał......
Chwila zastanowienia, co może teraz robić Malik.
Drugi sygnał........
Nadzieja, że Liam już wszystko wie. Że wie, gdzie jest Zayn.
Trzeci sygnał.........
Zwątpienie.
Czwarty sygnał.....
Piaty sygnał........
Strach, że Liam może nie podnieść słuchawki, może nie odebrać.
Kolejny sygnał i w końcu poważny, spokojny głos Payne'a rozległ się w mojej słuchawce.
H: Liam?
L: Co jest?
H: Załatwiłeś wszystko? A może ja ci przeszkadzam.......
L: Nie, jestem właśnie w restauracji i jeszcze nic nie wiem. Mówiłem ci, że jak już będzie wszystko jasne, to dam znać.
H: Paul dzwonił. Mamy niewiele czasu Liam. Więc proszę cię, nie spędzaj miło wieczorku z jakąś wypicowaną laską, tylko postaraj się wyciągnąć z niej wszystko jak najszybciej.
L: Dobra, zrozumiałem. Jak coś, to będę dzwonił.
H: Dasz rade Payne, cześć.
L: Dzięki, cześć.....

                                                                 OCZAMI LIAMA:


Odłożyłem telefon, ponownie chowając go do kieszeni spodni i sztucznie uśmiechnąłem się do towarzyszki.
-Ahhh, przyjaciel dzwonił. Jakieś problemy ma. -Westchnąłem starając się nie wzbudzić żadnych podejrzeń. -Najedzona?
-Przecież nic nie jedliśmy.
-A no tak, racja. Przepraszam, głupi jestem. -Zmieszałem się. -To co byś chciała robić??
-Jestem cholernie głooodna...........CIEBIE! -Przejechała językiem po swoich wargach i złapała mnie za rękę sięgając przez stół. -Co ty na to, żebyśmy trochę szybciej znaleźli się gdzieś, gdzie nie ma ludzi? No, chyba, że wolisz przezywać rozkosz publicznie.......... -Wymruczała przybliżając się do mnie.
Miałem ochotę jak najszybciej  stamtąd zniknąć, albo przynajmniej opóźnić to wszystko, ale wtedy przypomniałem sobie to, co powiedział Harreh.
Nie zostało mi nic innego, jak zgodzić się na przyspieszenia akcji.
Przybrałem twarz zadziornego i powiedziałem takim samym głosem, co ona wcześniej.
-Do hotelu mała? -Dziewczyna pominęła moment, w którym odpowiada na moje pytanie i od razu rzuciła się na mnie i zaczęła namiętnie całować.

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 17

Przed domem stała mała grupka fanek, które dowiedziały się, że chłopcy będą wracać z radia oraz kilku nieznanych mi ochroniarzy, którzy za pewne mieli pilnować tego towarzystwa. W niewielkim tłumie, zdołałam zobaczyć dwie znane mi postacie, kłócące się z jednym z ochroniarzy. Gabrysię, na którą czekałam oraz Natalę, której odwiedzin w ogóle się nie spodziewałam. Podbiegłam do nich i rzuciłam się im na szyje. Dopiero kiedy uznałam, że wystarczy tych uścisków, zwróciłam się do ochroniarza, którego jak już wcześniej wspomniałam, nie znałam.
-Przepraszam, czy mógłby pan je wpuścić? One są ze mną. Są niegroźne.
-A ty kim jesteś, że będziesz mi mówić kogo mam wpuszczać, a kogo nie? Kolejna zdesperowana fanka? Jak ty w ogóle weszłaś do ich domu?
-Ja nie jestem żadną zdesperowaną fanką! Jestem...... Jestem ich przyjaciółką i dlatego byłam w ich domu. A to jest moja przyjaciółka i siostra, więc proszę nie stawiać oporu i dać nam spokojnie wejść do środka! -Krzyknęłam i łapiąc dziewczyny za ręce próbowałam przecisnąć się do wejścia, ale ten wredny facet złapał mnie za ramię i uniemożliwił dalszą drogę.
-Nie mam pozwolenia, dlatego nigdzie nie wejdziecie!
-To zawołaj któregoś z chłopaków dla upewnienia, jak mi nie wierzysz ty wielki spaślaku! -Nie wytrzymałam, a moja kultura nagle wyparowała. Ten facet na prawdę był gruby i dość silny, dlatego nie mogłam nic innego zrobić, jak wrzasnąć mu prosto w twarz. A właściwie to prosto w brzuch, bo oprócz tego, że był silny i gruby, to był jeszcze wielki, a ja sięgałam mu do brzucha.
-Jak ty się odzywasz smarkulo!? Nie będziesz mi podskakiwać! Masz telefon, to sobie zadzwoń po chłopaków. Jak oni pozwolą, to wejdziesz, a jak na razie nigdzie się stąd nie ruszysz!
-A żebyś wiedział, że właśnie to zrobię! -Wrzasnęłam i odwróciłam się d niego plecami.
-Mogłaś od razu przyjść z chłopakami. A z resztą nie ważne... Dzwoń po nich! -Ponaglała mnie Gabi.
-Problem w tym, że zostawiłam telefon w środku..... -Załamałam się. -Chociaż, przecież ty masz numer do Patrycji, a ona jest w środku i może zawołać chłopaków! -Olśniło mnie i kiedy już miałam brać telefon od Gabi, usłyszałam ogromną falę pisku. Na początku nie ogarnęłam o co chodzi, bo jak dla mnie, to to, że chciałam pożyczyć telefon od przyjaciółki, nie było niczym niezwykłym, ale potem spojrzałam w stronę wejścia do domu i ujrzałam mojego uśmiechniętego Loczka, idącego w moją stronę i machającego radośnie do oszalałych fanek.
Przedarł się przez tłumik powtarzając co chwilę "przepraszam" i stając obok mnie złapał mnie delikatnie za rękę. Wszystkie fanki patrzyły na nas z wielkimi oczami, a Spaślakowi szczęka opadła do samej ziemi.
-Jest jakiś problem kochanie? -Zapytał i spojrzał znacząco na Spaślaka.
-Nic takiego, poza tym, że ten gruby spaślak nie chce nas wpuścić do domu. -Wysyczałam i popatrzyłam groźnie na Spaślaka. -Ale nie licząc tego, to wszystko jest okay. -Uśmiechnęłam się do Harry'ego i przytuliłam się do jego ramienia jak mała dziewczynka.
-Przepraszam cię Harry, ale nie miałem pojęcia, ze to twoja dziewczyna.... Nie mogłem tak.... -Jąkał się.
-Dla ciebie "panie Styles". To już wiesz. Carol to moja dziewczyna, więc mam nadzieje, że to się więcej nie powtórzy.
-Oczywiście..... Panie Styles. -Pokiwał głową i popatrzył przepraszająco na Hazze.
-A teraz przeproś przeproś ładnie tą śliczną panienkę i jej koleżanki.
-Przepraszam..... -Powiedział ze złością, że jednak miałam rację.
-Nic się nie stało. -Uśmiechnęłam się sztucznie i spojrzałam z wyższością na wściekłego Spaślaka.
-Chodźmy. -Zlecił Harry i prowadząc mnie za rękę poszedł do drzwi. Gdy znaleźliśmy się już przy samym wejściu, odwrócił się ostatni raz do fanek i krzyknął:
-Przepraszam was, ale nie mam teraz czasu! Ale, kocham was!!! -I razem w końcu weszliśmy do domu.
Pati bardzo ucieszyła się z przyjazdu dziewczyn, ale jedyne co ją zmartwiło, to to, że musiała dorobić ciasto na naleśniki. Na szczęście nie była sama. Gdy zapoznałam dziewczyny z chłopakami i pomogłam im się rozgościć, razem z Gabi i Natalą pomogłyśmy Patrycji w smażeniu. Na początku trochę bałam się, że ktoś może kogoś nie polubić, ale okazało się wręcz przeciwnie. Kiedy wszyscy poznali już swoje imiona, nie obyło się bez śmiechu i zabawy mimo, że oni się jeszcze tak dobrze nie znali. Po zrobieniu naleśników, zabraliśmy się do jedzenia, ale z tym w ogóle nie było większego problemu, bo Niall zjadł prawie połowę tego, co nasmażyłyśmy. Wszyscy najedzeni, padliśmy bezwładnie na kanapę i fotele w salonie, bo z tego przejedzenia nie mieliśmy siły nawet po sobie posprzątać.
Wtedy razem z Pati powiedziałyśmy dziewczynom o ciąży, o związku Patrycji i Louisa, a także o tym, co łączy mnie i Harry'ego. Najbardziej zdziwiona wydawała się być Natala. A to wszystko dlatego, że gdy jeszcze moje życie wyglądało normalnie, gdy mieszkałam w Polsce i byłam z Mateuszem , ona zawsze śmiała się z moich marzeń, że Harry będzie kiedyś moim mężem. Teraz co prawda nie wiadomo jak to będzie, bo Hazz na razie jest tylko moim chłopakiem, ale i tak to jest już coś.
Za to Gabrysia bardziej ucieszyła się z wieści, ze zostanie ciocią i zaczęła skakać i piszczeć jak małe dziecko, a Niall po chwili dołączył do niej, bo bardzo chciał jej pokazać, jak głupio się zachowuje. Wtedy zaczęli się przedrzeźniać i droczyć, ale jak dla mnie, w tamtej chwili wyglądali przesłodko.
Nagle Liam'owi zadzwonił telefon i jak się okazało, dzwonił Paul. Powiedział, że jutro chłopcy mają spotkanie ze śmiertelnie chorą fanką, która na dodatek uwielbia Zyan'a i kazał jak najszybciej znaleźć zgubę.
Dziewczynka była bardzo chora, zostało jej niewiele czasu, a jej rodzice chcieli przed jej odejściem, spełnić jej wszystkie marzenia. Czyli to był dość ważny powód, żeby od razu próbować dzwonić do Piny.
Po wielu próbach, w końcu się udało. Liam dostał od niej adres i miał godzinę na przygotowanie się i dojechanie na miejsce. Bardzo tego nie chciał, ale w końcu zrozumiał, że nia ma innego wyboru i przygnębiony wyjechał.

                                                               OCZAMI LIAMA:

Nie chciałem tego robić.... Jakby to powiedział Harry "byłem za moralny", ale nic na to nie mogłem poradzić.
W drodze, biłem się z myślami. Chciałem zrezygnować, ale ta dziewczynka..... Paul mówił, że ma tylko 7 lat...... Musiałem......
Po pół godzinie drogi byłem już przed jej drzwiami. Miałem po nią przyjechać,a  potem mieliśmy jechać do jakiegoś hotelu, na imprezę, do restauracji, a na końcu miałem jej zapłacić. To był jej plan, ale mój wyglądał całkiem inaczej. Chciałem pogadać z nią już u niej w domu, dowiedzieć się gdzie jest Zayn i po prostu wyjść. Wiem, że to trudne, ale na prawdę wierzyłem, że mi się uda. Biorąc głęboki wdech, zapukałem do drzwi, które po chwili uchyliły się i zobaczyłem w nich, niższą ode mnie o głowę blondynkę. Miała piękne długie włosy i śliczne, brązowe oczy, który patrzyły na mnie z zaciekawieniem.
Szczerze mówiąc, nie wyglądała jak prostytutka, dlatego trochę się zdziwiłem i nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Po prostu stałem, głupkowato się uśmiechając. Z tego co słyszałem, Pina ma 18 lat, czyli tyle co ja, ale ona wyglądała na młodszą.....
To wszystko wydawało się podejrzane.....

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 16

-Matko! Ale jestem głodny! Normalnie jakbym przez miesiąc nie miał nic w ustach! Mhmmmm..... Mam ochotę na naleśniki!
-Dobra Horan, wiem do czego zmierzasz. Zrobimy wam razem z Carol naleśniki.
-Ej, bo będę zazdrosny! -Szepnął Louis na ucho Patrycji i przytulił ją od tyłu.
-Przecież powiedziałam "wam" a nie "tobie", więc nie masz o co słodziaku.
-A kiedy będą gotowe? -Zawołał Niall przerywając Pati i podskoczył jak małe dziecko.
-Jak nie będziesz przeszkadzać, to za pół godziny! -Wtrącił Harry powoli zbliżając się do mnie i złapał mnie w tali. Zaczął zbliżać swoje usta w stronę moich, ale zatrzymałam go kładąc palca na jego wargach.
-Muszę wam coś powiedzieć. -Wydukałam i spojrzałam znacząco na przyjaciółkę.
-Obie musimy wam coś powiedzieć. -Zakomunikowała i zabrała mnie z objęć Hazzy łapiąc za rękę.
-Tylko nie mówcie, że jesteście lesbijkami! -Przestraszył się Harry patrząc na nasze ręce z przerażeniem. Spojrzałyśmy po sobie i zaczęłyśmy się głośno śmiać.
-Nieee! Spokojnie, nie jesteśmy lesbijkami. -zapewniłam go i puściłam rękę Patrycji, żeby nie budzić więcej wątpliwości.
-Carol coś dzisiaj widziała i uważamy, że to dość ważne. -Dodała przyjaciółka, a na jej słowa cała czwórka zbiegła się w okół nas i zaczęła z przejęciem słuchać. -Mam zacząć, czy ty wszystko opowiesz?
-Ja powiem...... -Wzięłam głęboki wdech i w końcu odparłam. -Zayn był dzisiaj w domu.
-Co? Zayn wrócił?!
-Jest jeszcze?!
-Nic mu nie jest?!
-Tak, nic mu nie jest, ale nie ma go już w domu Lou. -Odpowiedziałam i spuściłam posmutniała głowę.
-To dlaczego go nie zatrzymałaś? My go potrzebujemy! Jest w zespole!
-Louis! Nie rzucaj się na nią, może miała powody? -Bronił mnie Hazz. -Prawda?
-Bądźcie przez chwilę cicho, to wszystkiego sie dowiecie!
-Dzięki Pati. -Uśmiechnęłam się i zabrałam sie do opowiadania.
Opowiedziałam im wszystko, ze wszystkimi szczegółami, nic nie pomijając. Jak go zobaczyłam z Piną, co robił, co mówił,a  także dlaczego go nie zatrzymałam. Powód był prosty. Nie słyszałam jak wychodził. Gdy skończyłam opowiadać, chłopcy byli bardzo zdziwieni takim przebiegiem wydarzeń.
-A może..... Może rzeczywiście założyłaś te słuchawki, a potem zasnęłaś i to wszystko ci się tylko śniło? - Zapytał cicho Liam.
-Jak nie wierzysz, to idź do pokoju Malika i zobacz jak wygląda. -Obroniła mnie Pati i objęła ramieniem.
-To znaczy, że nasz Maliczek ma sie dobrze, a my niepotrzebnie się o niego martwiliśmy..... -Stwierdził po chwili Harry. -Wiecie może ki była ta dziewczyna? Jakieś znaki szczególne? Wygląd, głos? Albo imie......?
-On ja nazwał Pina. -Opowiedziałam szybko. -Ja na początku nie wiedziałam kim jest, ale Pati powiedziała, że to najlepsza.......
-Dziwka w okolicy..... -Dokończył za mnie Harry. -Czyli my pracujemy, udzielamy wywiadów, spotykamy się z fanami i tłumaczymy go, że źle sie czuje, a on szaleje sobie po klubach, wydaje bezsensownie kase, a pijaną noc spędza z dziwką?! Tak nie będzie..... Ja mu na to nie pozwole. Jest naszym przyjacielem i musimy go jakoś przywrócić do pionu! Przypomnieć mu kim jest i jak bardzo jest ważny dla milionów dziewczyn, bo inaczej to może się źle skończyć!
-Masz rację Harry, musimy go znaleźć. -
-Dzięki Liam.
-Wiecie może jak można się skontaktować z tą Piną? Ona jedyna może mieć jakieś informacje na temat Zyan'a.
-A skąd niby Louis mamy to wiedzieć? My, a przynajmniej ja, z usług prostytutek nie korzystam. -Stwierdził Hazz i złapał mnie za rękę lekko się uśmiechając. -Ale założę sie, że wszystko można znaleźć internecie. Jak się dobrze poszuka, to wszystko można znaleźć.
-Ale chwila! Jak ją znajdziemy w tym internecie, to jakoś trzeba się z nią umówić i powiedzieć, że chce się zapłacić spora sumę za seks, a potem jakoś z niej wyciągnąć info o Zayn'ie. -Skapnął się Liaś i spojrzał znacząco na resztę. -Kto jest chętny?
-Na mnie nie patrz! Ja mam dziewczynę i dziecko w drodze! -Obronił się szybko Lou.
-Ja też! - Dodał Harry. -Więc zostajesz tylko ty, albo Niall. Oboje jesteście wolni.
-Ale Zayn też nie ma dziewczyny!
-No brawo Niall! Zayn nie ma dziewczyny, ale jak zamierzasz poprosić Zayn'a, o to, żeby umówił się z dziwką na seks,a  potem wyciągnął z niej jakieś info na temat Zyan'a?!
-W sumie to nie wiem Harry.......
-Dobra! Pomińmy głupie spostrzeżenie Horana! To kto jest chętny? Niall czy Liam?
-Ja mam dziewczynę!
-Na prawdę Niall? A kto to taki?? Lodówka?
-Skąd wiedziałeś? Chociaż myślę, że zdradza mnie z jogurtem, ale tego jeszcze nie jestem pewny, więc jeszcze jestem zajęty!
-No to wypadło na ciebie Liam! Jesteś wolny, więc nikt na tym nie pocierpi. -Stwierdził Lou i spojrzał na przestraszonego Liasia.
-Chłopaki.....Ale.....Przecież wiecie, że ja......Ja tak nie potrafię! Nie chcę......
-Przykro nam Liam, ale chyba nie masz wyboru. Wiemy, że Lodówka się nie liczy, ale popatrz na niego. Przecież on nie jest na takie coś gotowy psychicznie. On sobie nie poradzi, więc zostajesz ty. Zrozum......
-Niech będzie.... Wiem jakim dzieckiem jest jeszcze Niall, więc zrobię to. Znajdę ją, ale do niczego nie dojdzie. Jakoś z niej wyciągnę wszystko, bez rozbierania. -Zgodził się w końcu Li, chociaż było widać, ze był tym zachwycony. -Dlaczego zawsze to ja muszę ratować wszystkim dupy......-Powiedział sam do siebie i schował twarz w dłonie.
-No to skoro wszystko uzgodnione, to teraz można przejść do robienia naleśników, prawda?
-Tak Horan, już je robimy. -Uśmiechnęłam się i poczochrałam blondynkowi włosy. -Chodź Pati. -Zwróciłam się do przyjaciółki i razem poszłyśmy do kuchni.
Wyjęłyśmy wszystko co potrzebne i zabrałyśmy się do robienia obiecanych naleśników, a w tym czasie chłopcy poszli przebrać się w coś domowego. Kiedy miałyśmy już zacząć sparzyć, zadzwonił mi telefon. Wytarłam ręce o odebrałam.
-Carol? -Usłyszałam głos ze słuchawki.
-Co jest Gabi?
-Mogłabyś wyjść przed dom i powiedzieć coś ochronie, żeby nas wpuścili? Twierdzą, że jesteśmy napalonymi fankami i nie chcą dać nam wejść!
-Was nie chcą wpuścić? Z kim jesteś?
-Mówiłam, że niespodzianka! Złaź szybko, bo nie chce mi się tak tu sterczeć!
-Dobra, już schodzę! -Krzyknęłam i rozłączyłam się.
-Co jest? -Zapytała zdziwiona Pati smażąc pierwszego naleśnika.
-Gabi z kimś przyjechała! Musze iść je wpuścić! -Zawołałam zakładając buty i wybiegłam przed dom.

wtorek, 5 lutego 2013

Libster Award ;)

Na początku chciałam bardzo podziękować Anecie, dzięki której po raz trzeci zostałam nominowana xd Dziękuję kochana <3

1. Jak odkryłaś One Direction?
Łatwo i prosto. Przez Besty, na których ich widziałam, a potem obejrzałam WMYB i się zakochałam. :D
2. Od kiedy lubisz 1D?
Od tak na prawdę nie dawna, bo dokładnie od 02.04.12r. ;/
3. Ulubiona piosenka?
Oj, to jest trudne pytanie, gdyż wszystkie kocham, więc pozwolisz, że na to pytanie odpowiem tak: WSZYSTKIE! <33
4. Co cię skłoniło do założenia bloga?
Może po prostu miłość do pisania i niezwykła wyobraźnia xD
5. Lubisz żelki?
A kto ich nie lubi? hahah <3
6. Tymbark vs Frugo?
Lubię frugo, ale chyba pozostanę wierna Tymbarkowi :D Nie lubie zdradzać xD
7. Kogo najbardziej lubisz z 1D?
Kocham wszystkich, ale od zawsze miałam ogromną słabość do Hazzy <3
8. Lubisz koty?
Też pytanie! Ja je kocham! Można powiedzieć, że jestem kociarą, tak jak Hazz :**
10. Ile masz plakatów 1D?
O matko! Dużo xD Wybacz, ale nie chce mi się liczyć ;p Jestem na to zbyt leniwa :D
11. McDonald vs KFC?
ŻADNE! Nigdy nic innego nie jadłam stamtąd niż lody lub frytki. Po prostu nienawidze tamtego jedzenia i już! Bleeee!!!

Nominowane blogi:
http://onedirectionlife-opowiadanie.blogspot.com/
http://onedirection-opowiadaniebyklaraii.blogspot.com/
http://fefa-opowiadaniaoonedirection.blogspot.com/
http://1dopowiadania.blogspot.com/
http://onedirection-i-5-wariatek.blogspot.com/
To chyba wszystkie :D

Pytania:
1. O której najczęściej chodzisz spać w weekend?
2. Ulubione zespoły?
3. Najczęściej używane słowo?
4. Herbata vs Kawa?
5. Ulubiony członek 1D?
6. Jakie książki czytasz najczęściej?
7. Ulubiony film?
8. Jesteś Forever Alone?
9. Masz coś przeciwko Homoseksualiźmie?
10. Jakie masz teraz skarpetki na sobie?
11. Co robisz, gdy nikogo nie ma w domu?

No to tyle :D Jeszcze raz dziękuję :**

środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 15

                                                            OCZAMI CAROL:
Zjedliśmy razem pizzę, a potem poszliśmy na długi spacer i wróciliśmy wieczorem.  Następnie mała kolacja, jakaś durna komedia i do łóżek.
Starałam się przez ten cały czas nie myśleć o Maliku, dlatego ani słowem nie wspomniałam o nim przez cały dzień.
Następnego dnia obudziły mnie gorące promienie słońca i duszność w pokoju. Szybko zwlokłam się z wygodnego łóżka, zasłoniłam zasłony i włączyłam klimatyzacje. Na zegarku było dużo po dziesiątej, więc w ogóle się nie zdziwiłam, że nikogo nie było w domu.
Chociaż. . . . Przez chwilę zapomniałam, że przecież Patrycja powinna być w pokoju obok, dlatego na bosaka poczłapałam do pokoju przyjaciółki i jej chłopaka. Zdziwiłam się bardzo, gdyż nie było jej tak jak przewidywałam. Zeszłam po cichu do salonu, ale tam też nikogo nie spotkałam.
-Czyżby pojechała z nimi? -Pomyślałam głośno, ale zaraz potem doszło do mnie, że wtedy zostawiłaby jakąś wiadomość.
Weszłam do kuchni i sięgnęłam po mój ulubiony malinowy jogurt. Malinowy, bo przypominał mi Harry'ego.
Gdy już chciałam otworzyć drzwiczki, zauważyłam na nich przyklejoną karteczkę. Odkleiłam ją i przeczytałam na głos:
-Chłopcy pojechali do radia, a ja poszłam na małe zakupy. Wiem, że jesteś teraz pewnie na mnie zła, ale nie chciałam cię budzić. To znaczy chciałam, ale pan Troskliwy (Czyli Styles) zabronił mi, gdyż powiedział, że potrzebujesz odpoczynku. Będę koło 12:30, a ty zjedz śniadanie i niczym się nie martw! Twoja ukochana ciota, Pacia <3 -Położyłam karteczkę na blacie i wyjęłam jogurt. -Fajnie. -Powiedziałam sama do siebie i z jedzonkiem w ręce poszłam do salonu i siadając na kanapie, włączyłam telewizor.
Leciał jakiś program o pingwinkach, więc chwile oglądałam, a zaraz potem skierowałam się do pokoju, wybrałam jakieś ubrania, uczesałam się w koczka i lekko pomalowałam. Na zegarku była 11:20.
-Ale ten czas wolno leci. -Skomentowałam i wychodząc z łazienki usłyszałam jakieś odgłosy z dołu.
Byłam przekonana, że to Patrycja po prostu wróciła wcześniej, dlatego spokojnie zajrzałam ze schodów na dół. Szczęka opadła mi do samej ziemi gdy to ujrzałam. Nagle jakby czas stanął i widziałam tylko ten moment. Zayn'a całującego się z jakąś wylansowaną brunetką. Obserwowałam całą sytuacje, nie dając o sobie znać.
-Jesteś pewien, że nikogo nie ma? -Zapytała łapczywie całując jego usta.
-Taak, wszyscy są w radiu. A nawet jeżeli ktoś jest, to przecież mam prawo robić co chcę i z kim chcę w swoim własnym pokoju, prawda? -Zapytał łobuzersko i przeniósł swoje usta na jej szyję.
-Ahh, prawda wygłodniały zwierzaku. -Zaśmiała się co chwilę jęcząc z rozkoszy jaką sprawiały jej usta Malika. -Którędy do łóżka?
-Za mną Pina. -Rozkazał zaprzestając sprawiania przyjemności dziewczynie i pociągnął ją za rękę w stronę swojego pokoju.
A przecież pokój ten, znajdował się na górze, a żeby tam dojść trzeba było iść po schodach, z których ja ich obserwowałam, dlatego natychmiast zerwałam się z miejsca i schowałam się w pomieszczeniu na przeciw pokoju Zayn'a, żeby mieć na nich dobry widok. Szli spokojnie, co chwilę się śmiejąc, a gdy doszli już do drzwi, Zayn zatrzymał ją i zapytał.
-Na pewno tego chcesz mała?
-Chce ci zrobić dobrze. -Odparła i pocałowała go wciągając jednocześnie do pokoju.
Usłyszałam jak zamek się zamyka, a potem już były tylko krzyki, przekleństwa, śmiechy i jęki na przemian. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko działo się na prawdę i ja byłam tego świadkiem.
Pina -Tak ją nazywał Malik -Zakomunikowała mi, że chce z nim to zrobić, w jego pokoju i to jeszcze wtedy, gdy ja byłam za ścianą. Co prawda ona o tym nie wiedziała, ale to nie ważne.
Zamknęłam się u siebie w pokoju i założyłam słuchawki na uszy. Włączyłam muzykę najgłośniej jak się dało, by jak najlepiej zakamuflować odgłosy z pokoju obok. Nie to żeby mnie to obrzydzało, ale nie chciałam jeszcze w tym wieku. Nie wiedziałam jak Pati mogła to zrobić teraz. Mając tyle lat co ja. Chociaż w sumie ona Louisa bardzo kochała, nie mniej niż on ją, więc może to nie było dla niej takie. . . . Obrzydzające.
Ciekawiło mnie, czy ja bym potrafiła teraz, z Harrym. . . . On mnie jakoś nie obrzydzał, nie wstydziłam się go, a nawet powiedziałabym, że sprawiał mi on przyjemność nawet najmniejszym pocałunkiem w czoło. Harry to po prostu co innego, on inaczej na mnie działał, dlatego z chyba z nim mogłam wszystko!
Myślałam nad tym wszystkim bardzo intensywnie, kiedy nagle ktoś zdjął mi słuchawki z uszu i usiadł koło mnie. W pierwszej chwili bałam się, że to Zayn odkrył moją obecność, ale gdy ujrzałam rozradowaną twarz mojej głupiej przyjaciółki, obawy zniknęły.
-Cześć mała! Jak sobie poradziłaś beze mnie?
-Ciiii, nie mów tak głośno. -Uciszyłam ją. -Ktoś tu jest, kto nie może cię zobaczyć.
-O czym ty mówisz?
-Zayn. . . .  Zayn przyszedł.
-Gdzie?! Na prawdę?!
-Nie krzycz. -Rozkazałam. -Zobaczyłam go jak wchodził do domu z jakąś dziewczyną, którą nazywał Pina, ale mniejsza z tym, poszedł z nią do swojego pokoju i. . . .  -Bałam się dokończyć. -I wiesz co chcieli robić.
-Skąd ta pewność? -Zapytała z niedowierzaniem.
-Słyszałam co mówili. Ona powiedziała "chcę ci zrobić dobrze". Przecież to jednoznaczne. A potem słyszałam równie jednoznaczne odgłosy, więc mam pewność.
-I pewnie jeszcze mi powiesz, że nie chciałaś tego słuchać, dlatego słuchałaś tak głośno muzyki?
-Dokładnie. Ale wiesz, oni tam pewnie jeszcze są, więc trzeba uważać. -Zapewniłam ją.
-No nie wiem. Jak przyszłam to nic nie słyszałam. . . .  Może pójdziemy sprawdzić?
-Nieeee. Nie chcę tego widzieć.
-Oj spokojnie. To nie walka tylko niebiańska przyjemność. Z resztą kiedyś ci opowiem, a teraz chodź. -Nakazała i łapiąc mnie za rękę, wyprowadziła z pokoju. Poszłyśmy powoli pod pokój Zayn'a, ale nie słyszałyśmy nic charakterystycznego.
-Chyba ich już nie ma, albo śpią. -Zauważyłam mówiąc szeptem.
-Zaraz się przekonamy.-Zakomunikowała Pati i otworzyła gwałtownie drzwi, krzycząc. -Mam was! -Na szczęście pokój był całkiem pusty, ale było widać, że coś się tam działo. Wszystko było porozrzucane i nic nie leżało na swoim miejscu.
-Nie ma ich. -Powiedziałam z lekkim zdziwieniem.
-Mówiłam, że nic nie słyszałam. Musieli się ulotnić przed moim przyjściem.
-Ale jak? Przyszli tu tylko na seks i koniec? Zniknęli gdzieś znowu? -Zdziwiłam się i nie mogłam zrozumieć ich zachowania.
-Najwyraźniej tak właśnie było. -Odparła Pati i wyprowadziła mnie za rękę z burzliwego pomieszczenia. -Albo może po prostu ona musiała już iść, bo miała nowego klienta, a on nie chciał tu zostać i sobie gdzieś poszedł.
-Ale jakiego klienta? O czym ty mówisz Pati? -Zapytałam siadając obok przyjaciółki na sofie w salonie.
-Pina, to pseudonim najlepszej prostytutki w okolicy.
-Czyli, że on spał z prostytutką i jeszcze jej za to zapłacił?-Zdziwiłam się.
-Yhym. Wszystko wskazuje na to, że nasz Maliczek płaci dziewczynom za seks. I to jeszcze nie sypia z byle kim, tylko z tymi najlepszymi. -Wypowiadając ostatnie zdanie, spuściła załamująco głowę.
-To moja wina. . . . . . .
-Co? Oj weź już przestań z tą twoją winą! Nic na to nie poradzimy! to jego życie i jego decyzje. My nic nie zmienimy, a ty nie możesz się ciągle obwiniać za coś, na co nikt z nas nie miał wpływu! Lepiej zamiast tak bredzić, powiedz mi jak tam z Hazzą. -Poklepała mnie po nodze i poruszyła brwiami.
-W porządku. -Odparłam szybko.
-Tylko tyle?! Nie powiesz mi jaki jest gorący, kochany i przystojny? No, pochwal się jakiego masz cudownego chłopaka!
-No dobra.. .  On jest. . . . -Niestety nie dane mi było skończyć, bo właśnie w tamtym momencie, do dmu weszła czwórka dzieci, która darła mordy i przepychała się w wejściu.
Musze przyznać, że rzeczywiście, jeden dzieciak był niezwykle pociągający. . . . .

czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 14

W ciszy napisałam:
"Cześć Gabrysiu! Myślę, że twój przyjazd to genialny pomysł. Bardzo za tobą tęsknię i z chęcią spędziłabym z tobą trochę czasu. Jest w końcu jedna rzecz, o której muszę (razem z Pati) ci powiedzieć. Ale nie martw się. To nic strasznego. Myślę, że się ucieszysz. Napisz kiedy masz czas, bo jak dla mnie, to możesz przyjechać w każdej chwili. Ja też cię kocham ćpunie jeden! ~Carol xxx
Rzuciłam telefon ponownie na łóżko i zaczęłam sobie wyobrażać moment, gdy w końcu będę mogła nagadać się z Gabi i spędzić z nią trochę czasu. Nie mogłam się doczekać tego, gdy w końcu jej powiemy o ciąży i o tym, że będzie ciocią.
-Gabrysia. . . . . Tak?
-Przeczytałeś? Umiesz czytać po polsku? -Zdziwiłam się robiąc wielkie oczy.
-Niee, no co ty. Imię po prostu znam, ale nic z tego nie zrozumiałem. -Zasmucił się. -Co jej napisałaś?
-Żeby przyjechała do nas jak najszybciej, bo bardzo za nią tęsknię. Bo. . . . . . chyba może tu przyjechać, prawda? -Zapytałam, bo przecież nawet nie wiedziałam, czy chłopcy przyjmą do domu Gabi.
-No pewnie! A czemu nie! -Zawołał i poczochrał łobuzersko moje włosy. -A ładna ?
-Ładna to mało powiedziane. Ona jest wprost prześliczna! -Zapewniłam go nie mogąc nadziwić się urodzie Gabrysi. -A co? Jesteś zainteresowany?
-Ja?! No co ty! -Krzyknął. -Ale za to są inni, którzy mogą być zainteresowani. Mogę się założyć, że rzucą się na nią jak na kawałek mięsa. -Zaśmiał się i objął mnie ramieniem.
-A ty się nie rzucisz? -Zapytałam ściszając głos.
-Ale po co? Pewnie wcale nie jest taka ładna. . . .
-Jest śliczna!
-Ale na pewno nie tak jak ty! -Westchnął i dotknął delikatnie mojego zarumienionego policzka. Mogłam dokładnie poczuć jego świeży oddech na moich włosach, gdy zbliżył powoli swoje usta i pocałował mnie w czoło, które zasłaniała rozczochrana grzywka. -Nie chcę nikogo innego. Tylko ciebie. -Wyszeptał i już chciał mnie znowu pocałować, kiedy nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Wzdrygnęłam się na samą myśl, że to pewnie moja przyjaciółka napisała mi kiedy przyjedzie.
-To pewnie Gabi. -Uśmiechnęłam się i sięgnęłam po telefon.
Przeżyłam mały zawał serca, gdy zamiast wiadomości od Gabrysi, ujrzałam napis: "od: Zayn". Szybko otworzyłam wiadomość i zaczęłam czytać z wyłupiastymi oczami.
"Carol, nie dzwoń do mnie, to jest bez sensu. Z resztą tak jak wszystko inne. Tak jak ja. . . . .  Nie musisz mi się tłumaczyć, bo przecież miłość nie wybiera. Gdybym mógł, zapomniałbym. Ale nie mogę. To wszystko działo się za szybko, żebym mógł sobie to poukładać w kilka minut. Dlatego potrzebuje po prostu czasu. Jednego dnia wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a drugiego dowiedziałem się, że to wszystko było kłamstwem. Mogłem się domyśleć, że marzenia się tak łatwo nie spełniają, ale ja przecież byłem głupi i łatwowierny. Teraz żałuję, że tak łatwo w to wszystko uwierzyłem, ale cóż. Czasu nie cofnę. Ale proszę, nie martw się o mnie. Jestem duży i jakoś sobie poradzę. . . . . . Mam nadzieję, że przynajmniej ty jesteś szczęśliwa, bo to jest przecież najważniejsze. A tak na koniec, chcę ci powiedzieć, że kiedyś wrócę. Obiecuję. . . . . . . . . .    ~Zayn"
-Widzisz? Wróci.
-Ale Harry, on napisał "kiedyś", czyli nie wiadomo kiedy. Poza tym, co miało oznaczać słowa: "to jest bez sensu. Z resztą tak jak wszystko inne. Tak jak ja. . . ."?
-Nie wiem. . . . .  -Odparł cicho i przytulił mnie.
Od momentu przeczytania sms'a, cała moja radość prysła. Nie chciałam, żeby on sobie coś robił, był dla mnie ważny. . . . .
-Chłopcy. . . . . . Trzeba. . . .  .Trzeba im powiedzieć, że Zayn się odezwał. . . . .
-Tak, masz rację. Chodź, powiemy im razem. -Uśmiechnął się sztucznie i wstał podając mi rękę. Złapałam jego wyciągniętą dłoń i szybko splotłam nasze palce, bo bałam się, że może mnie puścić.
Pati miała rację. Dobrze, że wszytko z nim załatwiłam, bo dzięki temu nie byłam sama. Miałam jego. Tylko dla siebie. Nareszcie. . . . . . Gdybym z nim nie porozmawiała, wtedy nie miałabym nikogo, ale na szczęście tak nie było. A to wszystko dzięki mojej kochanej przyjaciółce i jej nadzwyczajnej inteligencji.
Podreptaliśmy razem do reszty.
Pati, Lou i Liam siedzieli razem przed telewizorem i niby oglądali jakąś głupią komedie, ale tak na prawdę cały czas próbowali dodzwonić się do Malika i zastanawiali się, gdzie on może być. A Niall? Niall cały czas był na randce z lodówką i jakoś nie śpieszyło mi się jej kończyć.
Usiedliśmy obok przyjaciół, a Harry zaczął rozmowę.
-Zayn się odezwał. -Na te słowa wszyscy poderwali się z miejsc, a Niall natychmiast przybiegł do nas z pełną buzią i zaczęli się przekrzykiwać.
-Co?!
-I co z nim?!
-Co napisał??!
-Gdzie jest??!!
-Zamknijcie się na chwilę! Jak będziecie będziecie się drzeć to niczego się nie dowiecie! -Uciszył ich Hazz,a gdy zapanowała cisza, powiedział. -Powiedział, że kiedyś wróci i mamy się nie martwić.
-Co?! Co ma oznaczać słowo "kiedyś"? Jutro mamy wywiad i on musi na nim być! Weź pokarz tego sms'a. -Poprosił Liam i wyciągnął rękę w stronę Hazzy.
-On do mnie nie napisał.
-Zadzwonił? No pięknie. . . . . A co było słychać po jego głosie? Albo może zapamiętałeś jakieś charakterystyczne dźwięki w tle? Wtedy łatwiej go znajdziemy.
-On nie dzwonił Napisał sms'a, ale nie do mnie. Do Carol. . . . . . -Żeby uniknąć dalszych pytań i próśb, powiedziałam tylko.
-Przyniosę telefon. -Puściłam rękę Harry'ego i poszłam po wspomnianą wcześniej rzecz.
                                               
                                                      OCZAMI HARRY"EGO:

Puściła moją rękę i poszła powoli na górę.
Było mi jej strasznie szkoda, bo tak bardzo przejęła się Zayn'em. A przecież niepotrzebnie. To znaczy, martwić się mogła, tak jak my wszyscy, ale ona się obwiniała za to co się stało. A to nie była jej wina.
Chciałem ją jakoś pocieszyć, ale nie miałem pojęcia jak to zrobić. Ona tak ślicznie wygląda gdy się uśmiecha, kiedy jest szczęśliwa, a teraz wtedy taka nie była.
-Harry! Harry! Żyjesz? Harry! -Wyrwał mnie z zamyślenia głos Payne'a.
Taak??
-Powiedziałeś jej, prawda?
-Widziałam wasze ręce. Ślicznie razem wyglądacie, tylko szkoda, że ona jest taka smutna i przygnębiona. -Dodała Patrycja i uśmiechnęła się do mnie. -Wiedziałam, ze w końcu będziecie razem. Czułam to.
-Dziękuję Pati. Wszystkim wam dziękuję, bo broniliście mnie i w ogóle. -Odparłem.
-Ale to znaczy, że jesteście już razem? -Zapytał Tommo i objął swoją ciężarną dziewczynę w pasie.
Pokiwałem znacząco głową, a na samą myśl tego co się stało przed chwilą, na moich bladych policzkach pojawiły się dołeczki. W tym samym momencie usłyszałem ciche kroki, a następnie ujrzałem najpiękniejszą istotę na ziemi, lecz niestety była ona smutna. (co nie znaczy, że nie wyglądała ślicznie)
Podeszła bliżej i podała komórkę w stronę państwa Tomlinsonów.
-To jest ta wiadomość. -Powiedziała i stanęła z boku ze zwieszoną głową. Nie mogłem tak na nią patrzeć, dlatego złapałem ją za ręce i posadziłem sobie na kolanach. Usiadła bez najmniejszego sprzeciwu i znów splotła nasze palce. Kochałem ten jej delikatny dotyk, przez który dostawałem dreszczy, dlatego pozwoliłem jej złapać moją rękę.
-Trzeba czekać. -Stwierdził po chwili ciszy Horan. -On potrzebuje czasu, a skoro napisał, że wróci, to znaczy, że wróci. Zayn przecież nie kłamie, a tym bardziej kogoś, kogo kocha.
-Mam nadzieję, że się nie mylisz. -Szepnęła Carol i zaczęła bawić się moimi palcami.
-Może powinniśmy go szukać? Przecież jutro macie ten wywiad. Co powiecie Paul'owi i fanom? -Ciągnęła temat zdesperowana Pati.
-Niall ma rację. Zayn potrzebuje czasu i my jako jego przyjaciele, musimy mu go dać. Zaczekajmy z szukaniem, a Paul'owi trzeba będzie powiedzieć prawdę. Może nie całą, ale przynajmniej część. A dla fanów coś się wymyśli. -Poparł Horana Liam, gdy nagle telefon, który trzymał w dłoni wydał śmieszny odgłos i zawibrował. Carol zerwała się z moich kolan, jednocześnie zaprzestając zabawę moim kciukiem i szybkim ruchem sięgnęła po komórkę.
-To nie Zayn. -Poprzedziła moje pytanie. -To Gabi. -Uśmiechnęła się do mnie. Tak! W końcu się uśmiechnęła! W tamtym momencie, moje erce zaczęło tańczyć z radości. -Napisała, że nie powie kiedy przyjedzie, bo chce zrobić niespodziankę, i że razem  z nią przyjedzie ktoś jeszcze.
-Jaka Gabi? Kto to jest?
-To nasza przyjaciółka kochanie. -Odpowiedziała natychmiast Pati, na pytanie swojego chłopaka. -Ale chwila. Gabrysia ma do nas przyjechać, a ja nic o tym nie wiem?
-Tak, ale nie napisała kiedy, dlatego może być w każdej chwili. -Odparła szczęśliwsza Carol. -Chłopcy, mam nadzieję, że nie robi wam to problemu?
-Niee!!! -Odparł Liam i Louis jednocześnie.
-A tobie Niall?
-Nakjdh!!!
-Rozumiem, że też nie. -Śmiał się Liam z przyjaciela, którego buzia była pełna od kolorowych żelków.
-Nie, nie robi. -Powtórzył Blondas, gdy przełknął już wszystko co miał w buzi. -Ej, to może na poprawę humoru zamówimy pizzę? Nie wiem jak wy, ale ja jestem cholernie głodny!
-Niall, powiedz czy istnieje u ciebie takie pojęcie jak "jestem najedzony"? -Zapytałem i zacząłem się śmiać.
Zaraz do mnie dołączyła reszta, a w tym Caroline. strasznie ucieszyło mnie to, że to JA doprowadziłem ją do śmiechu. Horan popatrzył na mnie z pod byka i dodał.
-To nie było śmieszne.
-Owszem, było! -Śmiała się śliczna osóbka siedząca na moich kolanach. -Ale przyznam, że też trochę zgłodniałam. Możesz zamówić pizzę Głodomorku, na pewno wszyscy z chęcią zjemy. -Poczochrała jego włosy i przytuliła się do mnie.
-Okay! -Zawołał radośnie Blondynek i pobiegł dzikim pędem zamówić jedzenie, a my usiedliśmy razem do stołu, a potem wspólnie czekaliśmy na obiad.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, ze tak rzadko dodaję, ale zwyczajnie nie wyrabiam. Mam nadzieje, że to wam nie przeszkadza i nie jesteście na mnie złe ;D

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 13

Ostatnio było trochę mało wesoło, dlatego teraz już jest dobrze xD Mam nadzieję, że się spodoba, taki obrót sprawy ;) Piszcie co o tym sądzicie :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W samochodzie prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Co jakiś czas tylko Niall próbował jakoś rozluźnić atmosferę, ale nie bardzo mu to wychodziło. Na szczęście nikt nie poruszał tematu naszej rozmowy za szpitalem, ale czułam, że w końcu to się stanie.
                                                               W DOMU
Tak jak przewidywałam, gdy tylko weszliśmy, Liam zadał pytanie, którego najbardziej się bałam.
-Dobra, koniec. Wcześniej nie pytałem, bo myślałem, że sami poruszycie ten temat, ale teraz musicie mi powiedzieć. Co się stało podczas tej rozmowy? Gdzie Zayn i Sam? Harry, powiedziałeś to w końcu?
-Nie, nie powiedziałem. Ale powiem! Obiecuję! -Powiedział Styles i położył rękę do serca.
-Kiedy powiesz? Harry, to nie może czekać! -Wtrącił Louis i potrząsnął Harrym.
-Wiem! Ale musicie dać mi czas. Wszystko powiem, ale na spokojnie.
-Czekaj, czegoś nie rozumiem. Skoro nic jeszcze nie powiedziałeś, to gdzie Sam i Zayn? -Dziwił się Li.
-Yyy, nie wiem jak to się stało, ale Sam wiedziała wszystko wcześniej. Powiedziała, że to nie ma sensu, i że wyjeżdża. A Zayn gdy się dowiedział, wkurzył się i gdzieś polazł.
-Fajnie, czyli nie wiemy gdzie Zayn polazł? Chociaż powiedz mi, że Carol wszystko wie?
-Chyba tak, ale muszę jeszcze raz jej to wszystko wyjaśnić.
-Zapomniałbym ci powiedzieć, że jutro o 10:00 mamy wywiad w radio. Szkoda tylko, że Zayn nic nie wiem. -Przerwał Niall i wepchał sobie do buzi garść żelków.
-Spróbuję do niego zadzwonić. -Zakomunikowałam i pomaszerowałam do swojego pokoju.
Wyjęłam telefon i znalazłam w kontaktach "Zayn". Niestety nie odebrał. Tego się można było spodziewać.
On mnie nienawidzi. Mam nadzieje, że nic sobie nie zrobi i wróci szczęśliwie do domu, bo jeżeli coś mu się stanie to sobie tego nie wybaczę. Spróbowałam znowu, ale po raz kolejny odezwał się jego głos mówiący:
-Cześć! Tu Zayn nazywany również BadBoy'em! Nie mogę teraz odebrać, bo jak zwykle robię coś baardzo niegrzecznego. Jeżeli chcesz do mnie dołączyć, to po sygnale powiedz kim jesteś i co chcesz robić, lub zadzwoń później!
 Postanowiłam, że nagram się. Może ty by coś zmieniło.
-Cześć Zayn! Słuchaj, proszę cię. Nie rób nic głupiego. Wróć do domu, albo chociaż do mnie zadzwoń. Nie wiesz wszystkiego, ja musze z tobą pogadać. Proszę Zayn. . . .  Odezwij się. . . .  .
Powiedziałam błagalnym tonem i wcisnęłam czerwoną słuchawkę, aby zakończyć nagrywanie.
Po raz kolejny nie wiedziałam co mam zrobić, dlatego usiadłam bezradnie na łóżku i rzuciłam na nie telefon.
Czułam się jak bakteria, która przeszkadza ludziom w szczęśliwym życiu i tylko szkodzi. Siedziałam ze spuszczoną głową i zastanawiałam się, co teraz robi Zayn i o czym myśli. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi i ledwo słyszalne słowa: "Mogę?" Przez chwilę nie odzywałam się, ale potem powiedziałam półgłosem.
-Proszę. -Następnie drzwi się otworzyły i zobaczyłam ją. Gdyby to był ktoś inny, nie wpuściłabym go. (No chyba, że byłby to Malik) Na szczęście była to osoba, którą chętnie bym zobaczyła, z którą chciałam pogadać. Usiadła koło mnie bez słowa i po prostu przytuliła.
Tego właśnie potrzebowałam. Przytulenia i nic więcej. Wiedziałam, że chciała zapytać co się stało, ale bała się, że ja tego nie chcę. Miała rację, nie chciałam tego, ale czułam, że ona musi wiedzieć, dlatego po chwili po prostu powiedziałam:
-Sam wiedziała co na prawdę czuję. . . . .  Teraz Zayn się dowiedział i gdzieś zniknął. Ja się boję, bo on może sobie coś zrobić, a wtedy to będzie moja wina. Ja nie chciałam nikogo okłamywać, nie chciałam żeby ktoś cierpiał. . . . . . -Rozpłakałam się i przytuliłam się do niej mocniej.
-Wiem. . . . . Ale nie martw się, wszystko będzie dobrze. . . . .  Rozmawiałam z Harrym, on bardzo chce z tobą pogadać. Mogę go tu zawołać? -Zapytała cicho.
-Wolałabym nie. . . . . Nie chcę teraz myśleć o sobie. . . . .
-Ale nie możesz zajmować się tylko innymi! Wiem, że bardzo martwisz się o Zayn'a, ale pomyśl tez o sobie, o swoim szczęściu! A poza tym, z nim też musisz coś załatwić i będziesz mieć to z głowy. -Przekonywała mnie i głaskała po głowie jednocześnie.
-No dobrze. -Stwierdziłam po chwili namysłu i uśmiechnęłam się. Pati podała mi chusteczkę, żebym mogła zetrzeć łzy i wychodząc, szepnęła:
-Powodzenia kochanie. Trzymam za was kciuki. -I wyszła.
Wydmuchałam nos i otarłam łzy, żeby ukryć to, że płakałam. Podeszłam do kosza, kiedy nagle poczułam od tyłu czyjeś ciepłe dłonie, obejmujące mnie. Wzdrygnęłam się, ale potem zobaczyłam, że to był Harry.
Przytulił mnie mocniej i zbliżył do mojego ucha swoje usta i szepnął.
-Przepraszam. . . . . -Jego szept przyprawił mnie o dreszcze. Odwróciłam się do niego przodem i przytuliłam się do jego umięśnionego torsu. Staliśmy tak chwilę, nic nie mówiąc i cieszyliśmy się sobą. Po chwili wypuścił mnie z objęć i złapał za ręce.
-Nie kochasz go, prawda? -Zapytał przerywając ciszę.
-Nigdy nie kochałam. -Odparłam bez zastanowienia, a on po prostu złapał mnie jedną ręką w tali, a drugą za podbródek i. . . . Pocałował.
Kiedy to zrobił, poczułam się jakby cały świat zniknął i liczył się tylko on. Było mi tak dobrze, a na dodatek nie męczyło mnie już sumienie, że robiąc coś tak cudownego, zdradzam kogoś. Złapałam go za szyję i odwzajemniłam pocałunek.
To było takie dziwne, bo Zayn nie całował nawet w połowie tak dobrze jak to robił Harry. Matko, czy ja właśnie ich porównuję?
Bosz. . . . . . A z resztą, co mi szkodzi?
Harry ma te seksowne loczki, które śnią mi się po nocach, te dołeczki, które dodają mu tyle uroku i wreszcie te prześliczne kocie oczy, w których tonę za każdym razem, gdy w nie patrzę. On cały w ogóle jest jak taki kociak, którego nie można wypuścić z łóżka.
A Zayn? Jest przystojny i także ma śliczne oczy. I jeszcze tak słodko przygryza wargę, gdy się denerwuję, ale i tak nie dorasta Hazzie do pięt!
Ale wracając, po chwili oderwaliśmy się od siebie, ale nie dlatego, że mieliśmy dość tylko dlatego, że brakowało nam powietrza. Strasznie tęskniłam za smakiem jego słodkich warg, za jego dotykiem i oddechem, ale teraz kiedy w końcu mogłam to wszystko poczuć, czułam się najszczęśliwsza na świecie. A co najważniejsze, Harry znowu był mój i tylko mój.


-Carol, przepraszam, że nie walczyłem o ciebie, że się poddałem, a potem próbowałem sobie wmówić, że cię już nie kocham. Byłem głupi. Powinienem był od razu ci wszystko powiedzieć, a nie ukrywać prawdę. A przede wszystkim muszę cię przeprosić za to, że się tak zachowywałem. Ja po prostu nie mogłem znieść myśli, że jesteś z Zayn'em. Byłem zazdrosny. Czy wybaczysz mi to kiedyś? -Zapytał i zrobił błagalne oczy. Wyglądał jak zielonooki szczeniaczek, który prosi o psią chrupkę.
-Nie mam co ci wybaczyć. -Uśmiechnęłam się i delikatnie przejechałam palcami po jego policzku. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że Harry miał mi coś powiedzieć, a mnie bardzo interesowało co to takiego. -A ty nie miałeś mi czegoś powiedzieć?
-Miałem. -Odparł dumnie.
-No to powiedz!
-Jesteś pewna, że chcesz wiedzieć? -Zapytał zadziornie i przybliżając się do mnie,  zaczął mnie lekko łaskotać, a ja nie mogłam pohamować się przed cichym śmiechem.
-Taaak! -Wydukałam śmiejąc się, a on nie przestając lekkiego łaskotania, zbliżył ponownie swoje usta w stronę mojego ucha i wyszeptał.
-Kocham cię księżniczko. -Momentalnie przestałam się śmiać, a on przestał mnie łaskotać. Mogę przysiąc, przeżyłam mały zawał serca. Kiedy w końcu dotarły do mnie jego dwa słowa, spojrzałam w jego oczy i również wyszeptałam.
-Ja też cię kocham, książę. -Na moje słowa, Loczek ponownie mnie pocałował.
Wtedy byłam pewna - byłam w niebie.
Niestety przerwał nam dźwięk przychodzącego sms'a. Oderwałam się niechętnie od Styles'a i szepnęłam tylko "przepraszam" i podeszłam do łóżka, by odczytać wiadomość. Miałam cichą nadzieję, że to Zayn w końcu dał znać i wróci do domu.
"Hej kocie! Piszę, bo mam pewien pomysł. Ostatnim razem długo nie pobyłyśmy razem, dlatego pomyślałam sobie, że skoro ty nie możesz przyjechać do mnie, to może ja przyjadę do ciebie? Mam nadzieję, że nie zrobi ci to problemu. Nie mam czasu żeby coś więcej pisać, ale jeżeli jesteś za, to proszę, odpisz! Kocham cię, Gabi <3 "
Czytając uśmiechałam się do ekranu, a w tym czasie Harry usadowił się koło mnie.
-Co jest? -Zapytał zaciekawiony.
-Moja przyjaciółka do nas przyjeżdża! -Zakomunikowałam i pocałowałam go w policzek i na nic nie czekając, zabrałam się do odpisania na sms'a.

niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 12

-Harry. . . . .  Ja na prawdę wszystko wiem, od dawna. I wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale rozumiem cię.
Nie wiem dlaczego Zayn tego nie widzi i ślepo wierzy w to, co chciałby żeby było prawdą.
-Czekaj Sam. Czego ja nie widze?
-Czego nie widzisz? Zayn, nie rozśmieszaj mnie. Przecież to widać z daleka. Nie rozumiem dlaczego ty tego nie zauważasz.
-Możesz jaśniej? O co chodzi?
-Carol cię nie kocha. -Wypowiedziała te słowa pewna ich prawdy. Wtedy poczułam, bardzo dziwne uczucie w sercu i zdałam sobie sprawę, że ona nie kłamie. Miałam ochotę zaprzeczyć, ale było to bez sensu, gdyż taka była prawda. -Na prawdę o tym nie wiedziałeś, czy tylko udajesz?
-Co ty pieprzysz? Carol, o czym ona mówi?! -Zayn denerwował się coraz bardziej, a ja dalej stałam tak jak wcześniej. Chciałam zaprzeczyć, ale nie mogłam. -Ona kłamie, prawda?! -Zapytał z nadzieją i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Gdy tylko zobaczyłam jego oczy, od razu spuściłam wzrok, by nie patrzeć na jego cierpienie.
-Widzisz?! Nie zaprzeczyła! Ona boi się powiedzieć prawdę! Tak samo Harry. . . . -Westchnęła u tym razem, zwróciła się do Styles'a. -Harry, dlaczego mnie oszukiwałeś? Czy ja wyglądam na idiotkę? Na prawdę myślałeś, że się nie domyślę?! Przecież na kilometr widać, że nic do mnie nie czujesz, i że jestem tylko przykrywką, która ma zamaskować twoje prawdziwe uczucia! Hazza, przecież mogłeś mi powiedzieć, a nie okłamywać i udawać! To byłoby mniej bolesne! A teraz? - Zapłakała głośno i pociągnęła nosem. -Teraz nie jestem ci już potrzebna. Mam nadzieję, że wystarczająco ci pomogłam, bo powiedziałam w końcu to, co TY powinieneś powiedzieć już dawno. Miałam ci to powiedzieć już dawno, ale bałam się rozstania z tobą, a skoro teraz to już nie gra roli, to chcę ci powiedzieć, że wyjeżdżam. Wyprowadzam się do Norwegi i dam wam spokój. Czuje się tutaj jak niechciana ciąża, dlatego tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Nie chcę nikomu przeszkadzać, a tym bardziej stawać na drodze do szczęścia.
-Ale Sam!
-Żadne "ale" Carol! Harry cię kocha! Od zawsze kochał i to się nigdy nie zmieni! Myślisz, że dlaczego podał się za twojego chłopaka? Dlaczego cholernie bał się o ciebie i nie odstępował cię na krok? Dlaczego tak bardzo się zdenerwował, gdy dowiedział się, że spotykasz się z Zayn'em, jego przyjacielem? To jest jednoznaczne i nie zaprzeczaj temu! -Podnosiła coraz bardziej głos, a po jej czerwonych policzkach spływały łzy. -A ty Harry powinieneś walczyć, bo wiem jak bardzo ci zależy! -Krzyknęła w stronę Harry'ego nie hamując płaczu, a Harry stał w osłupieniu i wpatrywał się w nią wielkimi oczami. Nie wiedział co powiedzieć, ale w końcu wydusił z siebie te parę słów.
-Sam. . . .  Dlaczego ty to robisz? Dlaczego pozwalasz mi odejść? -Mówił prawie szeptem, dlatego ciężko go było zrozumieć.
-Bo cie kocham Harry. Tak samo jak ty kochasz Caroline. I dlatego pragnę twojego szczęścia, bez względu na to, czy jesteś szczęśliwy ze mną, czy z nią. Wiesz Harry, od samego początku, gdy cię poznałam, wiedziałam, że coś do niej czujesz, lecz myślałam, że to z czasem minie. A teraz wiem, że to było tylko marzenie, które nigdy się nie spełni, bo twoje uczucie nigdy nie przeminie. Wiem, że wy tylko cierpicie, będąc daleko od siebie, nie będąc razem.  Dlatego odpuszczam. . . .  Zayn, tobie też radzę odpuścić, bo to się nie uda, tak jak mi się nie udało. -Otarła łzy i podeszła bliżej Hazzy. Stanęła naprzeciw niego, a następnie zbliżyła się i lekko pocałowała, na co on nawet nie drgnął. Przejechała palcami po jego włosach i policzkach, a z jej oczu znowu zaczęły kapać łzy. -Zawsze kochałam te twoje niesforne loczki, ten uśmiech i dołeczki oraz te śliczne, zielone oczy. . . .  -Teraz wiem, że te wszystkie rzeczy, nigdy nie należały, nie należą i nie będą należeć do mnie, bo ty cały nigdy nie będziesz mój. Lecz chciałabym, żebyś wiedział, że ja zawsze będę twoja. -Szepnęła i odwróciła się w moją stronę. -Zawsze cię lubiłam, chociaż chyba nie powinnam. Chcę żebyś była szczęśliwa i zawsze dawała szczęście Harry'emu, bo on jest dla mnie najważniejszy. On cię kocha i nie zmarnuj tego. -Przytuliła mnie, po czym zwróciła się do Malika. -A ty. . . . Odpuść sobie, tak jak ja. Tylko się nie załamuj, bo jesteś wspaniałym chłopakiem, o jakim marzą miliony dziewczyn, dlatego na pewno w końcu znajdziesz kogoś odpowiedniego dla siebie. A może już znalazłeś, ale  tym nie wiesz? -Przytuliła Zayn'a i ostatni raz powiedziała. -Żegnaj Harry. Zawsze cię kochałam i życzę ci szczęścia z Carol. A tobie Malik, powodzenia. Żegnajcie. . . . . Na zawsze. . . . . -Tymi słowami zakończyła swój monolog i po prostu, nic więcej nie mówiąc, odeszła.
Zniknęła gdzieś za drzewami i tak zakończyła się historia Sam, dziewczyny Harry'ego.
-To prawda. . . .  To wszystko to rzeczywiście prawda. Dlaczego ja jestem taki głupi? Dlaczego tego nie zauważyłem? Przecież Sam ma rację. Ja, ty, wy. . . . .  -Plątał się Zayn i zaczął się denerwować. -Ja myślałem, że mam szanse, że będę szczęśliwy. . . . A ja tylko przeszkadzałem. . . . Jestem tak jak Sam, jak niechciana ciąża! Nie będę wam już przeszkadzać, bo. . . . Jestem nie potrzebny. . . . -Przykucnął i zwinął się w kłębek, łapiąc się za głowę. Patrzyłam na niego z przerażeniem, a w ciszy, słychać było tylko jego cichy płacz. W końcu podniósł się i wytarł łzy. -Mam nadzieję, że chociaż wy będziecie szczęśliwi. . . .  . Bo ja nie będę. . . .  -Podszedł po woli bliżej mnie i wtedy mogłam dokładnie zobaczyć jego zapuchnięte od płaczu oczy i czerwone policzki. Złączył na chwilę nasze usta, po czym ostatni raz spojrzał na mnie i wyszeptał. -Kochałem cię. . . -Mówiąc to, odsunął się ode mnie i poszedł kilka kroków dalej. -I dalej kocham. . . .  -Po tych słowach plujnął gdzieś na chodnik i odszedł.
A ja? Stałam jak jakiś słup soli i nie wiedziałam co powinnam zrobić.
-Caroline, musimy porozmawiać. . . -Wyszeptał Hazz i stanął przede mną, zasłaniając sylwetkę Zayn'a, którą było widać z daleka.
-Harry. . .  My jesteśmy okropni. . .  Ja złamałam mu serce! On teraz może sobie coś zrobić i to wszystko moja wina! -Z każdym zdaniem, coraz bardziej podnosiłam głos i zaczęłam płakać.
-Tylko tak nie mów, on nic sobie nie zrobi. . . . Oni mają racje. . . Ja nigdy nie kochałem Sam.
-I co teraz Harry? Sam wyjeżdża, a Zayn gdzieś zniknął, a my mamy zachowywać się, jakby nic się nie stało? Nie bądź samolubny i pomyśl jak oni się teraz czują! Jak my się zachowaliśmy? jak małe dzieci. . . .
-Carol, oni to oni, a my to my.
-Weź przestań! Nie wiem jak ty, ale ja źle się z tym czuję. Nie będę teraz myśleć o sobie, bo nie jestem tobą. Ogarnij się Harry i zacznij myśleć jak normalny człowiek! Mi też jest ciężko, bo bardzo chciałabym być z tobą, być szczęśliwa, ale nie chcę żeby przez moje szczęście, ktoś inny cierpiał! Dlatego proszę cię, nie utrudniaj mi tego. . . .  -Powiedziałam i kończąc ostatnie zdanie, cała zalałam się łzami.
-Ale. . . . Ja już nie mogę. . . .  Nie mogę czekać! Nie potrafię! Za długo już czekałem! -Krzyknął i na nic nie czekając, mocno mnie przytulił.
-Mi też jest trudno, ale nie teraz, dobrze? Porozmawiamy o nas później, a teraz chodźmy do reszty i zajmijmy się Zayn'em. -Wydukałam powstrzymując płacz i ruszyłam w stronę centrum, żeby dojść do Nando's.
Harry ruszył za mną i niby przypadkiem, złapał mnie za rękę. Wtedy poczułam się, jakby przeszedł mnie prąd. Miał taką dużą, gorącą dłoń, która sprawiała, że czułam się dobrze i zapominałam o całym, złym świecie.
W ciszy podreptaliśmy do centrum i znaleźliśmy resztę tam, gdzie przewidywaliśmy. Mimo, że minęło dość dużo czasu, oni cały czas byli w Nando's, tylko dlatego, że Niall zamówił sobie potrójną porcję, a teraz się z nią męczył, ale nie chciał wyrzucać, bo to JEDZENIE!
Wróciliśmy razem do domu, ale na szczęście nikt nie pytał, gdzie Zayn i Sam i dlaczego szliśmy za ręce. . . . .
Prawdziwi przyjaciele. . . . .

środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 11

Następnego dnia obudziłam się wcześnie.
Nawet śniadania nie mogłam zjeść, bo operację robi się na czczo.
Tak jak obiecywali, chłopcy byli już nim się obudziłam. Niestety długo z nimi nie rozmawiałam, bo po 15 minutach, zabrano mnie na operację. Nie denerwowałam się. Byłam całkiem spokojna, co było dość dziwne. Pielęgniarka podała mi jakiś dziwny płyn, prawdopodobnie środek usypiający, bo jeszcze chwilę leżałam, a potem zasnęłam.

                                                   TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Leżałam bezwładnie na łóżku. 
Czułam jakbym właśnie budziła się ze snu zimowego. Rozpierała mnie niezwykła energia i radość z życia.
Otworzyłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku.
-Witaj śpiąca królewno. -Zaśmiał się Harry i pogłaskał mnie po głowie. -W końcu się obudziłaś. . . . Tak bardzo się bałem. . . . . -Przerwał na chwilę. -Zayn poszedł do WC, to może ja pójdę po kogoś, bo w końcu się obudziłaś. Idiotyczni lekarze. . . . . .  Ale się nie bój, zaraz wracam. -Uśmiechnął się i wyszedł.
Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, bo przecież od mojego zaśnięcia minęło może kilka godzin, a on zachowywał się, jakbym spała od przynajmniej tygodnia. Ta kilku godzinna drzemka, pozwoliła mi się porządnie wyspać. Czułam się wypoczęta i miałam ochotę po prostu wstać z tego łóżka i pobiec na dwór żeby się wyszaleć. Ale kiedy zobaczyłam, że jestem podłączona do tylu urządzeń, odechciało mi się.
Rozejrzałam się dokładnie po sali. Przy moim łóżku stały dwa krzesła, a na ich oparciach wysiały dwie kurtki, Zayn'a i Harry'ego. Trochę dalej stał stolik, a na nim dwa opakowania po żelkach, cztery filiżanki po kawie, kilka zużytych herbat i dwie wyciśnięte cytryny. Wyglądało to trochę, jakby spędzili tu kilka dni, a  nie kilka godzin. Dziwne. 
W pewnej chwili do sali wbiegł Harry, a za nim Zayn, podciągający sobie spodnie. 
-Boże! Ty żyjesz! O matko! Nie wierze! Jezu, jak ja się za tobą stęskniłem! -Zawołał Malik i rzucił się na mnie. Najpierw mocno się przytulił, a następnie pocałował. Czułam się trochę niezręcznie, całując Zayn'a przy Hazzie, ale przecież nie mogłam się teraz postawić. Nie teraz.
-Zadzwoniłem już po chłopaków i po Pati. Niall tak się ucieszył, że zrezygnował ze śniadania, żeby móc cię zobaczyć. -Zaśmiał się Hazza.
-Na prawdę?! To rzeczywiście hojne posuniecie! Jestem z niego dumna!
-Lekarz zaraz tu będzie, bo powiedziałem mu, że się już obudziłaś, więc. . . . . .  -Przerwał mu lekarz wchodzący do sali. -No właśnie przyszedł. -Uśmiechnął się.
-Widzę, że już dobrze. Jak się czujesz?
-Dobrze, a nawet powiem, że dawno się tak dobrze nie czułam. ta operacja, to był dobry pomysł.
-Tak, bardzo dobry pomysł. Spędziliśmy tydzień w szpitalu, wciąż bojąc się, że się nie obudzisz. Ale rzeczywiście, genialny pomysł! -Wtrącił, trochę zły Harry.
-Jaki tydzień? O czym ty mówisz? -Zdziwiłam się.
-Byłaś w tygodniowej śpiączce. Podczas operacji doszło do komplikacji, więc spędziłaś tutaj tydzień. -Wytłumaczył doktor i usiadł na moim łóżku.
-Ale, ja nawet tego nie poczułam. Nie czuję się jakbym spała tydzień. -Westchnęłam. -A kiedy będę mogła wyjść?
-Jeżeli wszystko będzie dobrze, to jeszcze dzisiaj wrócisz do domu. Ale twoi chłopcy -Spojrzał na Malika i Styles'a. -muszą mi obiecać, że się tobą zajmą i będą się tobą opiekować, obiecujecie?
-Tak, teraz to jej ani na chwilę, samej nie zostawię.  -Zapewnił Zayn i uśmiechnął się do mnie.
Wtedy zadzwonił mu telefon, a on natychmiast go odebrał. -Chłopaki i dziewczyny już są. To my tylko po nich pójdziemy i zaraz wracamy, okay Carol?
-Spokojnie, nigdzie się nie wybieram. -Zaśmiałam się, a po chwili zostałam sam na sam z Lekarzem.
Trochę nie mogłam uwierzyć, że przespałam cały tydzień, ale najważniejsze, że w ogóle się obudziłam i teraz czuję się jak nowo narodzona.
-Carol, powiedz mi, bo ja tego nie potrafię zrozumieć. Jak to się stało, że masz dwóch adoratorów? Bo wiesz, ja rozumiem, że ci to nie przeszkadza, ale że oni się na to zgodzili. Wybacz, ale wydaje mi się to trochę dziwne. -Nie wiedziałam co odpowiedzieć, dlatego przez chwilę milczałam. -Oczywiście jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, to nie ma sprawy. . . . . . Jestem, po prostu wścibski, przepraszam. Nie powinienem był pytać. -Westchnął i chciał już wstać, ale go zatrzymałam.
-To nie jest tak jak pan myśli. . . . . . . .
-Ale obaj, to twoi chłopcy? -Usiadł z powrotem i wczuł się w rozmowę.
-Nie do końca. Bo to jest bardziej zagmatfane. . . . . . Zayn jest oficjalnie moim chłopakiem, ale ja go traktuję jak przyjaciela. A Harry'ego. . . . . .  Harry'ego kocham i. . . . . . . .
-Ja przepraszam, że taki ciekawy jestem, ale jeżeli nie chcesz, to nie musisz nic mówić.
-Niee, niech pan pyta.
-No to czekaj, skoro traktujesz Zayn'a jak przyjaciela, to dlaczego z nim jesteś?
-Bo Harry ma dziewczynę i ja na prawdę nie spodziewałam się, że on się przedstawi jako mój chłopak, dlatego mówię, że to takie poplątane jest. Sama się w tym gubię. . . . . . -Odparłam spokojnie, na co lekarz tylko pokiwał znacząco głową i po prostu nic więcej nie mówiąc, wyszedł.
W drzwiach minął się z gromadką dzieci, a raczej gromadką moich przyjaciół, ale oni jak dzieci wyglądali.
Ostatnia weszła Pati, a chwilę przed nią Sam. Ciekawiło mnie, czy ona wie, że Harry podał się za mojego chłopaka, ale nie widać tego było po niej. Wyglądała na nieświadomą i dlatego zrobiło mi się jej cholernie szkoda, bo ona taka kochana jest, a jej chłopak się do niej nie przyznaje. . . . . . . .
-Kochanie! Nic ci nie jest?! Wiesz, ja się tak bardzo o ciebie bałam!!!! -Wydarła się Patka i rzuciła się na mnie.
-Ona w nocy spać nie mogła! -Żalił się Louis.
-Ojeeeej!!!! -Rozsłodziłam się.
-Muszę ci się czymś pochwalić! Odzyskałem Patrycję! I to jeszcze tego samego dnia, co mi kazałaś! Przekonałem jej babcię i otrzymałem od niej błogosławieństwo! -Powiedział dumnie Lou.
-Owwwww! jestem z ciebie dumna! -Powiedziałam i przytuliłam go.
Następnie cała reszta się do nas dołączyła i znowu czułam się jak w domku.
Gadaliśmy, śmialiśmy się i jedliśmy w bardzo zwariowanym gronie, dlatego czas szybko miną i nim się obejrzałam, nadszedł czas powrotu do domu. Przebrałam się w ubranie, przywiezione wcześniej przez przyszłą mrs. Tomlinson i całą grupką, poszliśmy  w stronę wyjścia.
-Ej, a co z moimi rodzicami?
-Nie chcieliśmy ich martwić. . . . Lekarz powiedział, że się obudzisz, a wiesz, oni są daleko więc bezsensem by było, gdyby oni ty specjalnie przyjechali, a z tobą byłoby już dobrze. . . . Mam nadzieję, że się nie gniewasz. . . . . . -Odpowiedziała i spuściła głowę.
-Nieee, no co ty. -Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją do siebie. W drzwiach zatrzymał nas jeszcze pan Brown, mój lekarz.
-Chłopcy, moglibyście jutro przyjechać? Jutro będzie dokładnie wiadomo czy wszystko dobrze.
-Tak, dobrze. Przyjedziemy. -Odparli zgodnie i kiwnęli głowami.
-Ale to jeszcze nie jest wiadome? -Wtrąciłam się.
-Wiadome, ale 100% pewności, będziemy mieć jutro, dlatego chciałabym, żeby właśnie twoi partnerzy przyjechali. -Odpowiedział i puścił do mnie oczko, na co niekontrolowanie się uśmiechnęłam.
-Jakimi partnerami? -Zapytała zdziwiona sam, włączając się do rozmowy.
-Tymi dwoma. -Zaśmiał się lekarz i wskazał ruchem głowy na Zayn'a i Harry'ego i odszedł.
-Harry? Ty jesteś. . . . . Czekaj, cz ja czegoś nie wiem? Dlaczego ten facet myśli, że jesteś jej. . . . . .  -Zaczęła Sam.
-Sam, to nie tak jak myślisz, bo ja. . . . . . . . -Próbował się tłumaczyć Styles.
-Nie musisz się tłumaczyć Harry, ja wszystko wiem. . . . . . . .
-Ale. . . . . . Ale co wiesz?
-Chwila, chwila, chwila! Jesteście w szpitalu, a w szpitalu nie wypada gadać o takich rzeczach. Może wyjdziemy stąd i grzecznie pomaszerujemy za szpital. Tam jest ławeczka i drzewko. . . . . Można spokojnie pogadać, wyjaśnić sobie wszystko. . . . . . -Wtrącił Niall i złapał mnie i Harry'ego za ręce. Liam dołączył się do słów Horana i złapał za ręce Zayn'a i sam i wyprowadzili nas z budynku. Pociągnęli nas we wspomniane wcześniej miejsce i w końcu puścili.
-Zostawiamy was,bo musicie sobie wszystko wyjaśnić. A ja z Liamem, Louisem i Pati, grzecznie pójdziemy sobie do Nando's, coś przekąsimy, a potem będziemy na was czekać w samochodzie. chciaż nie wiem jak wrócimy, bo jest nas ósemka, a auto tylko jedno, ale najwyżej usiądziemy sobie na kolanach. Z resztą nie ważne, więc. . . . . . . . .
-Niall? -Przerwał jego monolog Liam.
-Tak?
-Skończ. -Powiedział twardo. -Idziemy. -Zakomunikował sucho Daddy i pociągnął Niall'a i Tomlinsonów, zostawiając nas samych.
Stałam jak słup, obok Hazzy i Malika, a naprzeciw stała Sam. Serce szybko mi waliło, a serce nie chciało się ustabilizować. Cholernie się bałam. Bałam się tego, co wie Sam. I bałam się jej reakcji. Nie wiedziałam jak mam się zachować i co robić,a  moje ciało odmawiało posłuszeństwa. To wszystko było dziwne.
Nie byłam pewna, czy powinnam zacząć, czy może dalej stać w ciszy i umierać ze zdenerwowania.
Na szczęście sam po chwili przerwała niezręczną ciszę.
-Harry. . . . . . . .